#46 "November 9" - wiele szumu o nic nadzwyczajnego

#46 "November 9" - wiele szumu o nic nadzwyczajnego


Witajcie!

Mam wrażenie, że pod koniec zeszłego roku wszyscy czytali tylko tę książkę - "November 9" autorstwa Colleen Hoover. Miałam możliwość jej przeczytania, więc stwierdziłam czemu nie i rozpoczęłam w miarę krótką przygodę z tą książką.

" "Kochała mnie" w cudzysłowie
Całowała mnie pogrubioną czcionką
PRÓBOWAŁEM JĄ ZATRZYMAĆ wielkimi literami
Zostawiła mnie z wielokropkiem... "

Krótko o fabule
Fallon jest niedoszłą aktorką, kiedyś miała wszystko. Sławę, ojca, a nawet krótkie miłości. Teraz po tragicznym wypadku, w którym omal nie zginęła straciła prawie wszystko prócz kochającej mamy i wielu blizn na jej ciele. 9 listopada to straszna dla niej data - wtedy cały jej życie zamieniło się w koszmar. Siedzi w kafejce, rozmawia, a bardziej kłóci się ze swoim ojcem i na horyzoncie pojawia się Ben. Tajemniczy chłopak, który postanawia udawać miłość jej życia. Miłe spotkanie, inaczej spędzony dzień i obietnica spotkania za rok sprawia, że dwójka tych młodych ludzi z niecierpliwością oczekuje kolejnych lat...

Język, fabuła, akcja!
Tak naprawdę mam mieszane uczucia w stosunku do tej książki. Na pewno pochwalę pomysł autorki, że cała książka opisana jest tylko tylko jednego dnia 9 listopada. Poznajemy bohaterów, tylko w ten jeden dzień przez kilka lat. Jednakże, nawet w powieści pojawiły się tytuły filmów, w których działo się podobnie np.w "Jednym dniu". Niemniej jednak z takim pomyłem na książkę, ja spotkałam się pierwszy raz, co zdecydowanie polepsza jej ogólną ocenę.
Na nudę na pewno nie będziemy narzekać, bo prawie cały czas coś się dzieje, chociaż mam wrażenie, że momentami powieść ta jest płytka, a historia w niej opowiedziana jest tak nieprawdopodobna, że aż bolało mnie to w trakcie czytania. Zdecydowanie wolę książki, które albo są całkowicie fikcyjne, a skoro już opowiadają o codziennym życiu, to powinny być nadmiernie realistyczne. Tutaj niektóre fragmenty są naprawdę życiowe i zgodzę się z nimi całym sercem, a kolejne są tak wysłodzone, że nie wiem, co o tym myśleć. Mniej więcej tak zmieniał się mój nastrój i stosunek do tej książki podczas całej tej przygody z czytaniem.

Kto jest kim?
Powieść została napisana z perspektywy dwóch, głównych bohaterów - Fallon i Bena. Mogliśmy dobrze ich poznać, ale czego można się spodziewać od dwójki nastolatków, gdzie jeden z nich to niespełniony pisarz, a drugi to niespełniony aktor. Owszem, niektóre z ich wypowiedzi były nad wyraz dojrzałe, ale dla mnie sam fakt, że oboje wiązali przyszłość z takimi artystycznymi rzeczami już jest nie do końca rzeczywiste. Wielu ludzi uważa takie rzeczy za swoją pasję, a dopiero później zaczyna myśleć o czymś takim poważnie. Dlatego też Ben z początku bardziej wzbudził moją sympatię, bo był bardziej normalny, niewyidealizowany. Chociaż i tak nie do końca, bo w końcu to nieziemski przystojniak ;)

Estetyka
Akurat do sposobu w jaki ta książka została wydana nie mam żadnych zastrzeżeń. Okładka jest estetyczna, w środku tak samo jest przejrzyście. Na pewno dobrze jest mieć w swojej kolekcji takie ładne książki, chociażby do ładnego wyglądania na półce ;)


Moja ocena książki: 5/10

Miałam mieszane uczucia w stosunku do tej książki. Oczekiwałam od niej wiele, w końcu ma bardzo dobre noty na lubimyczytać, z drugiej strony autorka niejednokrotnie mnie zawiodła i liczyłam na coś więcej, a jedyne co otrzymałam to iście hollywoodzka historia, która momentami jest tak nieprawdopodobna, że aż szkoda ją czytać. Wybroniła się niektórymi cytatami, które przypadły mojemu sercu do gustu, w miarę oryginalny pomysł i  w sumie to tyle.
Nie zachęcam, anie nie odradzam przeczytania tej książki. Myślę, że najlepiej będzie, jak każdy oceni ją sam. Jak dla mnie zwykły średniak - nic nadzwyczajnego.

Pozdrawiam!
~Victoria

"Kiedy znajdujesz miłość, to ją trzymasz. Chwytasz ją obiema rękami i ze wszystkich sił starasz się jej nie wypuścić. Nie możesz tak po prostu odjechać, licząc, że przetrwa, aż będziesz na nią gotowa."

Szczęściarz

Szczęściarz


Witajcie!

Dzisiaj po tak długiej przerwie postanowiłam napisać coś luźniejszego, związanego z tematyką około książkową i mam nadzieję, że równie ciekawego. Ostatnio w telewizji leciał film, który powstał na podstawie książki Nicholasa Sparksa o tym samym tytule - "Szczęściarz".

Historia ta opowiedziana jest z perspektywy żołnierza Logana Thibault'a, w którego rolę wcielił się Zac Efron. Film zaczyna się od ujęć na wojnie. Logan służy w wojsku i bierze udział w wielu misjach, podczas jednej z nich dostrzega połyskujący w słońcu przedmiot. Zaciekawiony podchodzi do niego i zauważa, że to zdjęcie pięknej kobiety,jednak nie to jest najważniejsze. W chwili, gdy je podnosi wybucha bomba w miejscu, gdzie siedział wcześniej. Jedno jest pewne, ta kobieta uratowała mu życie i on robi wszystko, aby ją odnaleźć i jej za to podziękować.



Cała historia jest melodramatem, dlatego nie zależnie od tego czy lubimy wątki bardziej miłosne, czy dramatyczne odnajdziemy tutaj coś dla siebie. Tak naprawdę miłość jest tutaj zaledwie tłem dla innych problemów poruszanych w tej historii takich jak, problem rozbitej rodziny czy utrata kogoś bliskiego. Ta historia naprawdę jest głęboka, co nie dziwi mnie aż tak bardzo, bo jak na razie wszystkie filmy, które powstały na podstawie książek Nicholasa Sparksa, i same lektury są w czołówce moich ulubionych historii. Mam wrażenie, że są po prostu bardzo realistyczne, przez co mają większy wpływ na przeciętnego odbiorce.

Jeśli chodzi o aktorów to przeżyłam pozytywne zaskoczenie Zackiem Efronem. Jak na razie kojarzył mi się on wyłącznie z filmami dla młodzieży czy komediami. Tutaj jednak pokazał, że jest bardzo dobrym aktorem i starannie wcielił się w swoją rolę. Natomiast z Taylor Schilling, wcielająca się w postać tajemniczej Beth ze zdjęcia, było to moje pierwsze spotkanie i mam wrażenie, że było bardzo dobre. Jednak zdecydowanie najlepiej wykreowaną postacią, której nie da się nie lubić jest Nana grana przez Blythe Danner. Ekscentryczna starsza pani służąca zawsze dobra radą. Aktorka stworzyła bardzo charakterystyczną  postać, której po prostu nie da się nie lubić!




Bardzo podobały mi się też zdjęcia z tego filmu, mam na myśli kadry i ogólnie całą tą wizualną stronę. Nie w każdym filmie akurat to, przypada mi do gustu, dlatego uważam, że warto o tym wspomnieć. Chociaż muszę przyznać, że byłam zszokowana, że ten film jest z 2012r. Myślałam, że jest o wiele nowszy.

Na koniec, chciałabym polecić wszystkim ten film, bo naprawdę jest warty uwagi. Nie tylko młodzież, ale również dorośli powinni po niego sięgnąć. Ja zamierzam przeczytać teraz książkę i już wiem, że będzie to jedna z tych powieści, które trafią na moją półeczkę z najukochańszymi lekturami. Zapraszam też wszystkich do zapoznania się z trailerem filmu :)


Pozdrawiam
~Victoria



#45 "Ta dziewczyna" - książka, która mnie zawiodła

#45 "Ta dziewczyna" - książka, która mnie zawiodła

Witajcie!

Cały świąteczny szał już minął, teraz pozostało nam tylko odliczać dni do Sylwestra, a z Nowym Rokiem staniemy się tylko starsi. Mój ostatni post w tym roku będzie gorzki, bo akurat z taką książką męczyłam się przed świętami.

Krótko o fabule
"Ta dziewczyna" to trzecia, a zarazem ostatnia część cyklu "Pułapka uczuć", w której Layken i Will udają się na swój miesiąc miodowy i wspominają całą ich historię poznania z przeszłości. Will opowiada Layken ważne momenty z ich życia.

Język, fabuła, akcja
We wcześniejszym akapicie zbyt wiele nie powiedziałam, bo naprawdę pierwszy raz mam taką pustkę. Po przeczytaniu książki, nie wiem w sumie, o czym ona jest. Czasami mam wrażenie, że wszystkiego jest zbyt dużo i nie wiem, co jest ważne, a co nie. Natomiast teraz czuję, że ta powieść to jedno wielkie nieporozumienie i co najważniejsze, strata mojego czasu.
Bardzo nie podobał mi się fakt opowiedzenia dużej części historii z perspektywy Willa. Uważam to za zbędne i nudne. Gdyby to była pierwsza książka, w której Colleen Hoover stosuje taki zabieg, nie miałabym nic przeciwko. Jednak ten sam motyw znajdujemy w "Losing Hope", która została wydana prawie rok wcześniej. Naprawdę miałam wrażenie, że autorka napisała to tylko dla pieniędzy i bardzo tego żałuję, bo do tej pory ta seria należała do moich ulubionych. Nie lubię nie dokańczać historii, dlatego sięgnęłam po kontynuację i się zawiodłam. Czekałam na coś naprawdę rewelacyjnego z lekką domieszką retrospekcji, a dostałam starą historię w nowym opowiadaniu.
Właśnie przez to całkiem długo męczyłam tę książkę, bo nic się w sumie nie działo. Wszystko już wiedziałam, a zmiana punktu widzenia, dla mnie, nie była zbytnio zachęcająca. Co więcej, krótkie przerywniki z miesiąca miodowego były chyba napisane na siłę, w każdym razie takie odniosłam wrażenie. Ale, żeby nie było tylko gorzko, to podobały mi się ostatnie strony książki, taki epilog. Myślę, że lepiej by było, gdyby te ostatnie strony dołączyć do "Nieprzekraczalnej granicy" - wtedy byłoby idealnie.

Kto jest kim?
Bohaterowie niezmiennie ci sami. Zresztą nie za wiele mogłoby się zmienić skoro prawie wszystko to wspomnienia. Było może trochę dodatkowych scen, które mogły zmienić podejście innych do niektórych z postaci, ale ja pozostaję wierna mojemu uwielbieniu do wszystkich, bo każdy z nich pomimo wielu wad i zalet, jest inny i bardzo rzeczywisty. I po prostu nie da się ich nie lubić ;) W szczególności Eddie i Gavina, bohaterów drugoplanowych i bardzo pozytywnych :)

Estetyka
Okłada dopasowana do reszty serii, nie przyciągająca oka. Jeśli chodzi o wydanie w środku, to nie mogę temu nic zarzucić, gdyż literki są duże, wyraziste, które ułatwiają czytanie i to bardzo (w końcu jakoś musiałam to zmęczyć i przeczytać do końca).


Moja ocena książki: 3/10

Pierwszy raz chyba aż tak zawiodłam się na książce, a recenzję pisało mi się bardzo miło. Mogłam całą swoją frustrację tutaj wylać i się cieszę z tego powodu. Nie polecam tej części. Naprawdę nie wnosi ona nic ciekawego. Jeśli naprawdę nie chcecie się zawieść to polecam przeczytanie samej końcówki, od razu po drugiej części i wtedy powinno być idealnie :)

Pomyślności w Nowym Roku 2017!

Pozdrawiam
~Victoria

#44 "Zbuntowani" - czwarty "odcinek" Cimmerii

#44 "Zbuntowani" - czwarty "odcinek" Cimmerii

Witajcie!

Dzisiaj tak wyjątkowo, bo zazwyczaj piszę w weekendy, jednak sobotę miałam zajętą w formie świątecznych wypieków, a wczoraj do wieczora czytałam "Cierpienia młodego Wertera". Musze przyznać, że książka ta była naprawdę ciekawa, jeśli patrzymy na nią jak na szkolną lekturę. Raczej jestem nią pozytywnie zaskoczona. Teraz święta spędzę z "Dziadami", ale nie o tym ma być dzisiejszy wpis. Zapraszam do przeczytania moich wrażeń po przeczytaniu czwartego tomu serii "Wybrani"!

Krótko o fabule
Książka zaczyna się w piękny, słoneczny dzień na jednej z francuskich plaży. Allie spędza wraz z Sylvainem beztroskie chwile. On uczy ją pływać, a na w tle słychać śpiew ptaków i wystrzał z pistoletu. Jedno jest pewne, żadne z nich nie jest bezpieczne i muszą czym prędzej uciekać i powrócić do swojej rzeczywistości, która wcale nie jest taka kolorowa.

Język, fabuła, akcja!
Język, tak jak we wcześniejszych częściach, jest prosty, nieskomplikowany. Brak mu zbyt obszernych opisów, więc jest idealnie przystosowany do wieku czytelników, do których jest kierowany. Jako, że niedawno pisałam recenzję trzeciej części zbyt wiele od tego czasu się nie zmieniło. Chociaż przyznam, że ta część była dla mnie lepsza. Ciężko mi powiedzieć, czemu, ale myślę, że głównie za sprawą bohaterów, ale o tym trochę później.
Rzeczą, której tej serii nigdy nie będę mogła narzucić to przewidywalność. Oczywiście, ostateczne porachunki z Nathanielem zawsze kończą się tak samo. Naprawdę! Za każdym razem ktoś ginie, albo zostaje poważnie ranny, ale i tak Allie zwycięża. Tym razem było podobnie. Jednak cały środek opowieści nie jest aż tak przewidywalny. Często pojawiają się bohaterowie, o których istnieniu mogliśmy zapomnieć, dzieją się rzeczy trudne do wymyślenia na podstawie przebiegu zdarzeń, a największą niespodzianką, dla mnie, było zdradzenie kto jest szpiegiem. Nie będę udawać, że było mi smutno, gdy dowiedziałam się kto nim jest, bo cały czas stawiałam na kogoś innego. Co więcej, w tego typu książkach na brak akcji też się nie narzeka. Bo dotyczą one albo takich przyziemnych rzeczy jak przyjaźń, miłość, albo działa Nathaniel.

Kto jest kim?
Czy bohaterowie znacznie się zmienili od poprzedniej części? Niezbyt. W każdym razie na pewno nie główna bohaterka, dookoła której kręci się cały świat, a ona w chwilach zagrożenia nie porozmawia z przyjaciółmi, tylko sama podejmuje pochopne decyzje. Co więcej, nadal ma problem, który z chłopaków jest jej wielką miłością. Krótko mówiąc, stara bajka cały czas trwa. Jednak zdziwiłam się trochę postawą Rachel w tej części. (Rachel jest najlepszą przyjaciółką Allie) Otóż, jej zachowanie bardzo różniło się od wcześniejszego i chociaż niby wszystko się wyjaśniło, to ja nadal nie jestem przekonana i czekam co wydarzy się w finałowej części. Rachel zawsze mówiła o wszystkim Allie, a teraz podejmuje decyzje, które nie pasują do jej wizerunku w żadnym stopniu oraz jest bardziej skryta. Wydaje się, że unika głównej bohaterki, co jest naprawdę dziwne...

Estetyka
Nadal uważam, że okładka jest niezbyt estetyczna, bo zdjęcia z modelami wszystko psują i nakazałabym, aby ją wydać ponownie w ładniejszej wersji. W środku książka jest jak najbardziej przejrzysta, łatwo się czyta, dzięki czcionce, którą została wydrukowana.


Moja ocena książki: 7/10

Jak mówiłam już wcześniej książka ta jest odrobinkę lepsza od poprzedniej części. Takie główne, ładne podsumowanie pojawi się dopiero pod koniec całej serii, bo ciężko jest mi polecić tylko jedną z nich, bo to nie ma całkowicie sensu. Także czekajcie na recenzję ostatniej części!

Skorzystam jeszcze z faktu zbliżających się świąt! Życzę Wam dużo szczęścia, zdrowia, miłości, więcej czasu na czytanie, prowadzenia bloga, więcej książek i wszystkiego co najlepsze!

Pozdrawiam!
~Victoria
#43 "Hej, załóżmy zespół" - trochę o początkach zespołu 5 Seconds of Summer

#43 "Hej, załóżmy zespół" - trochę o początkach zespołu 5 Seconds of Summer


Witajcie!

Do świąt zostały niecałe dwa tygodnie i pewnie wielu z Was zaczyna powoli sprzątać, gotować i zaczyna szukać gwiazdkowych prezentów. Jeśli jednak znaleźliście troszkę wolnego czasu, to zachęcam Was do przeczytania mojej opinii na temat książki "Hej, załóżmy zespół" 5 Seconds of Summer.

Krótko o fabule
Ciężko jest opisać fabułę tej książki,gdyż jest to swoisty splot myśli oraz różnych historii z początków istnienia zespołu opowiedziana przez chłopaków wchodzących w skład tego zespołu, czyli Ashton'a Irwin'a, Calum'a Hood'a, Michael'a Clifford'a i Luke'a Hemmings'a. Każdy z nich lubił muzykę, w szczególności pokroju takiego jak Green Day oraz zaczynał grać na instrumencie, bo chcieli być tacy, jak ich idole. I tak całkiem spontanicznie powstał ich zespół zwany potocznie 5sos. Nigdy jednak nie sądzili oni, że ich kariera potoczy się tak, że obecnie będą grywać koncerty na całym świecie.

Język, fabuła, akcja!
Książka ta zdecydowanie jest skierowana do osób w młodym wieku, nie ma tam zbyt skomplikowanego języka, bo została napisana przez nastolatków, którym udało się spełnić swoje marzenia, do nastolatków, którzy może nadal wahają się nad tym, czy warto w życiu ryzykować dla spełnienia swoich marzeń. W każdym razie podczas czytania tej książki, czuje się ten klimat ich wypowiedzi są napisane tak, jakby właśnie oni mówili prosto do ciebie i traktowali ciebie jak przyjaciela. Czasem niektóre historie są opowiedziane kilka razy, bo przecież każdy z chłopaków musiał dodać coś od siebie. Dzięki temu dana sytuacja wydaje się nam jaśniejsza i ja odczuwałam taką większą realistyczność. Bardzo podobało mi się to, że były takie przerywniki, gdzie znajdowały się odpowiedzi chłopaków na pytania takie jak: ulubiony tekst z jakieś ich piosenki, albo z kim poszliby na randkę. Ogólnie można się tutaj było spotkać z dużą humorystyką, co sprawiało, że czytanie i poznawanie ich historii wydaje się znacznie przyjemniejsze i czasami mogłam się dowiedzieć wielu interesujących mnie faktów z ich życia, o których nigdy wcześniej nie czytałam.



Kto jest kim?
Przy takiej książce ciężko jest wypowiedzieć się akurat o bohaterach, bo są oni osobami, które naprawdę istnieją i wiem, że moja opinia może nie być zbytnio obiektywna, ponieważ jest wielką fanką ich muzyki i ich samych, więc automatycznie będę postrzegać ich jako wyjątkowych. Chociaż muszę przyznać, że jak czytałam o ich dzieciństwie, które nie było jakieś wybitne, bo przecież dorastali oni w zwyczajnych rodzinach, miałam wrażenie, że życie w Australii nie różni się zbytnio od tego naszego polskiego. I właśnie ta historia sprawiła, że nie traktuję ich jakoś z wyższością, bo wiem, że jak będę dążyć do moich celów to też mogę wszystko osiągnąć.

Estetyka
Pierwszy raz jak ujrzałam tę książkę, a było to dużo wcześniej zanim zaczęłam słuchać muzyki tego zespołu, stwierdziłam, że 5sos od gapili pomysł One Direction i wydali książkę w niemal identycznym charakterze. I teraz nadal uważam, że powinna być ona inna, taka bardziej ich, ale nie przeszkadza mi to zbytnio. Ciekawy pomysł to zdjęcie z tyłu książki, przez co niektórzy się mylą, i myślą, że to okładka. Atutem jest też dużo niepublikowanych wcześniej zdjęć, które akurat można przejrzeć w książce. Natomiast tekst napisany jest dużą czcionką, która tak ułatwia czytanie, że nim się człowiek obejrzy, to już kończy ;)



Moja ocena książki: 10/10

Jak wspomniałam wcześniej mogłam nie być zbytnio obiektywna w ocenie tej książki, ale i tak wydaje mi się, że chociaż nie jest za bardzo poważna, to główny sens: "Podążaj za marzeniami!" został idealnie wyeksponowany i może dla wielu osób postawy tych chłopaków będą wzorem, aby się nie poddawać niezależnie od tego co myślą inni. Bo najważniejsze w życiu jest to, abyśmy byli wewnętrznie spełnieni :) Poniżej dodaję, jedną z piosenek chłopaków. Jak ktoś ich nie zna, to polecam posłuchać :)


Pozdrawiam!
~Victoria



Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć


Witajcie!

Dzisiaj będzie trochę inaczej, bo chciałabym podzielić się z Wami moimi wrażeniami dotyczącymi filmu "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć", który obejrzałam wczoraj. Całe moje wrażenie jest bardzo pozytywne, i jestem skłonna powiedzieć, że ten film kocham bardziej niż ekranizacje "Harrego Pottera". Ale może o tym później, teraz trzeba przedstawić o co chodzi w całej tej historii dla niewtajemniczonych.

Akcja filmu rozgrywa się w 1926r., młody magizoolog Newton Scamander wyrusza w podróż do Nowego Jorku. Musi wykonać pewną misję, sprawy jednak się komplikują i kilka z jego magicznych zwierząt ucieka z walizki, a na dodatek w całą tę historię miesza się jeden mugol (zwany w Ameryce niemagiem), Jacob Kowalski, który znalazł się po prosu w nieodpowiednim miejscu i w nieodpowiednim czasie.

Historia ta jest prequelem całej historii o Harrym Potterze. Zostaje w niej wspomniany Hogwart, Grindelwald, Dumbledor, a wtajemniczeni dostrzegą nawet znak Insygniów Śmierci. Warto wspomnieć, że J.K.Rowling napisała scenopis do tej historii, i jest to jej debiut w tej dziedzinie. Naprawdę wyszło jej to bardzo dobrze, bo film ma sens, wszystko się łączy, jest ciekawy i ogląda się go z zapartym tchem. Nawet jeśli się nie jest Potterhead ;)














Jestem naprawdę zadowolona, że poszłam obejrzeć ten film w kinie,bo jednak duży ekran, robi swoje i całą historie odbiera się całkowicie inaczej. Muszę pochwalić grę aktorką, bo w wykonanie takiej pracy na pewno było momentami uciążliwe, ze względu na liczne efekty specjalne, które wykorzystane były chociażby przy tytułowych zwierzętach. Jedyna rola, która bardzo mnie drażniła i ze względu na grę i ze względu na aktorkę, była to rola Porpentyny Goldstein granej przez Kathrine Waterson. Sama jej kreacja, zachowanie bardzo mnie drażniło i miałam wrażenie, że aktorka nie wie, jak powinna grać i była momentami taka nijaka, nie wyróżniała się za bardzo.

J.K.Rowling ma naprawdę bujną wyobraźnię, skoro była w stanie wymyślić tyle magicznych zwierząt, ich funkcje, wygląd. Całe kino wzdychało pod urokiem niuchaczy, nieśmiałków czy innych zwierząt. Sytuacje z nimi związane naprawdę doprowadzały nas czasem do śmiechu. W sumie to chciałabym mieć w domu takiego nieśmiałka, który wszędzie by ze mną chodził, albo demimoza, który potrafi stać się niewidzialny.















Jedną z rzeczy, która nie zbyt mi się podobała to zmiana aktora grającego Grindelwalda. Zdecydowanie wolałabym, aby w tej roli znalazł się Jamie Capmbell Bower, a nie Johnny Depp. Po pierwsze, jest on już za stary do grania Grndelwalda i akurat to, rzuca się w oczy, po drugie nie cierpię, kiedy w trakcie jakieś serii zmieniają aktora grającego daną postać. W pierwszej części jego rola trwała zaledwie kilkanaście sekund, ale z tego co wyczytałam w drugiej części będzie go znacznie więcej.

Mimo wszystko, polecam ten film każdemu, bo jest naprawdę godny uwagi. Podobno premiera drugiej części będzie 16 listopada 2018r, więc na pewno pójdę wtedy na to do kina :) I na kolejne części też, bo wyczytałam, że łącznie ma być aż 5! :)

Pozdrawiam!
~Victoria
#42 "Zagrożeni" - powrót do Cimmerii ciąg dalszy

#42 "Zagrożeni" - powrót do Cimmerii ciąg dalszy

Witajcie!

Wiem, nie było mnie tutaj bardzo długo, ale wiem, po prostu nie potrafiłam się porządnie zorganizować, aby znaleźć odrobinkę czasu, by tutaj coś napisać. Powracam w ten zimowy wieczór z recenzją książki C.J.Daugherty "Zagrożeni". Możliwe, że będą tutaj zawarte spoilery, więc jeśli macie zamiar przeczytać tę sagę w najbliższym czasie, lepiej nie czytajcie części o bohaterach i fabule!

Krótko o fabule
Cimmeria nie jest już tak bezpiecznym miejscem, jakim była dotychczas. W szkole jest szpieg, który donosi o każdym kroku Nathanielowi, Allie nie potrafi pogodzić się ze śmiercią przyjaciółki, o wszystko to obwinia samą siebie, bo przecież gdyby przybyła nieco wcześniej, cała historia mogłaby potoczyć się inaczej... Wyjściem dla niej jest jedno, ucieczka ze szkoły, która przypomina jej o najgorszych chwilach, oraz znalezienie Nathaniela na własną rękę i pozbycie się go raz na zawsze.

Język, fabuła, akcja!
Jeśli chodzi o sprawy bardziej technice związane z tą książką, to nie będzie tutaj jakieś wybitnej krytyki, czy pochwał. Język jest dopasowany do młodego czytelnika, do którego skierowana jest ta książka, więc nie warto liczyć na coś bardziej ambitnego. Minęło dużo czasu odkąd czytałam wcześniejsze części i szczerze mówiąc, moja opinia trochę się zmienia w związku z tym, że teraz jestem starsza. Oczywiście nadal lubię tę książkę i raczej nic nie będzie w stanie tego zmienić, ale były rzeczy, które mi bardzo przeszkadzały. Chociażby trójkąt miłosny. Mam wrażenie, że w tej części jest niezwykle denerwujący. Allie sama nie wie czego chce, a Sylvian i Carter niby na nią czekają, niby nie..., chociaż i tak zrobią dla niej wszystko. Sama treść i akcja, która się rozgrywała była całkiem przemyślana i ma sens. Jednak mnie zawiódł koniec, i to tak bardzo mocno. Otóż moim zdaniem ostatnia scena powinna być zdecydowanie bardziej rzetelnie opisana. Jest to punkt kulminacyjny tej książki, a mam wrażenie, że zostało to napisane tak od niechcenia. Nie ma
szczegółowego opisu, wszystko następuje bardzo szybko, zdanie po zdaniu. Taki koniec mnie nie satysfakcjonuje :(

Kto jest kim?
Allie jest bardzo denerwująca. Nie wiem czy miałam takie wrażenie wcześniej, ale wydaje mi się, że nie. Moim zdaniem to, że odcięła się od świata, bo ma ogromne poczucie winy jest zrozumiałe, ale jej problemy miłosne, to zdecydowanie ogromny minus tej części. Podziwiam też autorkę za wielką wiarę w przyjaźń, bo wszyscy jej przyjaciele nie gniewają się na nią kiedy po kilku miesiącach przychodzi i zaczyna z nimi normalnie rozmawiać. Rozumiem, że tak naprawdę powinno być w przyjaźni, ale to jest trochę takie nierealne. W prawdziwym życiu z całkiem sporej grupki przyjaciół tylko ze dwie osoby nie przejęłyby się tym wcześniejszym zachowaniem. Dlatego myślę, że lepiej by było, gdyby chociaż jedna osoba zaczęła ją olewać i zachowywać się wobec niej tak samo, jak robiła to Allie. Jeśli chodzi o Sylviana, to trochę bardziej zaczynam się do niego przekonywać, ale raczej nigdy go zbytnio nie polubię. Mam wrażenie, że jest on tutaj takim księciem, wybawicielem Allie z każdej opresji, a Carter z kolei w tej części to chłopak, który sam nie wie czego chcę. Momentami miałam ochotę krzyknąć: "Ogarnijcie się ludzie, co z wami jest?!"

Estetyka
Ogólnie jestem wielką przeciwniczką okładek, które są zdjęciami. Przez to wiele z nas może popsuć swoje własne wyobrażenie o bohaterach, bo okładka zmusza ich tak jakby do odtworzenia tych postaci, jak na zdjęciu. Nie jest to dobre. Zdecydowanie nie. Jedyny plus, jaki widzę to ładne grzbiety książek i czcionka tytułu. Nie jest zwyczajna, jest taka bardziej mroczna, co oddaje częściowo charakter całej książki.


Moja ocena książki: 6/10

Myślę, że nie trudno było wydedukować, że szału w tej książce nie ma. W sumie teraz tak zrozumiałam, że to równa połowa serii, więc może miała być to trochę bardziej książka przejściowa? W sumie to nie wiem, ale teraz zacznę czytać czwartą część i odpowiem sobie na to pytanie, i dam Wam znać ;) Ogólnie wydaje mi się, że to powieść dla gimnazjalistów/licealistów, którzy nie oczekują zbyt wiele od książki, chcą po prostu przeżyć niesamowitą przygodę w trochę innym świecie, zapomnieć o rzeczywistości i nie spędzić zbyt wiele czasu z lekturą.

Pozdrawiam!
~Victoria
Copyright © 2014 Czytelnicze myśli , Blogger