#49 "Maybe someday" - bardzo muzyczna historia

#49 "Maybe someday" - bardzo muzyczna historia

" Człowiek nie ma władzy nad swoim sercem, Warren. Może mieć władzę jedynie nad swoimi czynami."



Witajcie!

Do książek autorstwa Colleen Hoover mam mieszane uczucia i wiem, że ma ona wielu zwolenników, jak i przeciwników. Ja do jej twórczości podchodzę dosyć sceptycznie. Nie oczekuję niczego specjalnego i staram się traktować te książki, jako lekkie przerywniki pośród ogromnego stosu innych bardziej ujmujących książek. I właśnie z takim podejściem zaczęłam czytać "Maybe Someday". Nie oczekiwałam niczego wielkiego, ale ta pozycja naprawdę mnie zaskoczyła, i to bardzo pozytywnie, ale co tam takiego wspaniałego było to znajdziecie troszkę niżej.

Krótko o fabule
Sydney, główna bohaterka tejże książki to młoda dziewczyna, która ma wspaniałą przyjaciółkę, chłopaka, pracę, studia, a co najważniejsze udało jej się wyrwać z małego miasteczka i ma szczęście mieszkać z dala od rodziców.
Jednak całe jej dotychczasowe życia zmienia się w jej urodziny. Sydney dowiaduje się, że jej chłopak zdradza ją z jej przyjaciółką, traci pracę, mieszkanie - wszystko. Jednak pomocną dłoń wyciąga do niej sąsiad z naprzeciwka Ridge, proponuje jej przenocowanie u niego. I właśnie ten jeden gest jest początkiem tej niezwykłej, pełnej muzyki historii...

Język, fabuła, akcja!
Mogę chyba stwierdzić, że znakiem rozpoznawczym autorki jest pisanie z perspektywy dwóch głównych bohaterów, bo i tutaj ten zabieg został zastosowany. Język nie jest skomplikowany, jednak przewijało się w tej powieści dużo tekstów piosenek, które były po angielsku i trzeba było przewijać strony do końca, żeby przeczytać tłumaczenie, bo te teksty miały głębszy sens i byłby związana z fabułą. Akurat Colleen Hoover była chyba pierwszą autorką, która wpadła na ciekawy pomysł, jakim jest połączenie muzyki z treścią.
I właśnie teraz pisząc to, słucham sobie playlisty z tymi wszystkimi piosenki z tej książki (jakbyście chcieli ją znaleźć to wystarczy kliknąć tutaj). Na pewno dzięki temu, można spojrzeć na te książkę całkowicie inaczej i to mi się bardzo spodobało. I chociaż nie jestem zwolenniczką czytania i słuchania muzyki w tym samym momencie, to nie ma żadnych przeszkód, żeby odsłuchać to już po skończeniu.
Jeśli chodzi o samą akcję to na pewno nie możemy oczekiwać historii, w której cały czas coś się dzieje. Oczywiście, nasi bohaterowie poznają siebie nawzajem, ale najważniejsza i tak tutaj jest muzyka, którą oboje kochają i to ona ich tak bardzo łączy.



Kto jest kim?
Wszyscy bohaterowie bardzo mi się podobały w tej książce. Jednak największym zaskoczeniem była dla mnie kreacja Ridge'a. Nie jest on zwykłym nastolatkiem. Wyróżnia się z tłumu i przez to ta książka tak naprawdę nabiera drugiego znaczenia. Nie chcę pisać wprost, o co mi chodzi, bo wydaje mi się, że każdy, kto chce przeczytać tę książkę nie byłby zadowolony z takiego spoiler'u. Dlatego jestem wdzięczna, że ja również nie wiedziałam, o tym wcześniej, bo nie wiem, czy wtedy ta książka zrobiłaby na mnie aż takie piorunujące wrażenie.
Warto też wspomnieć, że bohaterowie drugoplanowi też są bardzo wyraziści i ciekawi, dzięki czemu tę powieść czyta się naprawdę z zapartym tchem.

Estetyka
Ta nowsza okładka bardziej mi się podoba od tej starszej, którą akurat ja czytałam. Będą wydawcą spróbowałabym jakoś inaczej zrobić tłumaczenie tekstów piosenek, bo jak już pisałam sięganie za każdym razem na koniec było trochę niewygodne, z drugiej strony zrobienie tego jako przepisu zajęłoby drugie tyle, więc nie ma tutaj jakieś innej możliwości. Ogólnie jestem zadowolona z tego, co otrzymałam.



Moja ocena książki: 9/10

Miłe zaskoczenie powieścią Hoover zdecydowanie wpłynęło na moją ocenę. Oczekiwałam zwykłej młodzieżówki z wątkiem miłosnym, jako tym głównym, a otrzymałam naprawdę głęboką opowieść, przy której można nawet zapłakać. Kreacje bohaterów są jak najbardziej realistyczne, więc ci, co kochają obyczajówki spokojnie mogą po tę lekturę sięgnąć. Co więcej, innowacyjność i pomysłowość to też ogromna zaleta tej historii. Krótko mówiąc, mnie ta historia oczarowała na tyle, że polecam ją wszystkim, nawet tym, którzy stronią od książek w tym stylu. Jestem pewna, że się nie zawiedziecie!

Pozdrawiam
~Victoria

"Nie chcę się z nią żegnać, skoro tak naprawdę wcale nie chcę, żeby odchodziła."
#48 "Gałęziste" - moje pierwsze spotkanie z thrillerami paranormlanymi

#48 "Gałęziste" - moje pierwsze spotkanie z thrillerami paranormlanymi



Witajcie!

Wiosna zbliża się co raz większymi krokami i nawet ja już to czuję. Nie tylko mam na myśli dłuższe dni, które tylko polepszają mój nastrój i dodają znacznie więcej energii do czytania, ale ogólnie zbliżające się święta Wielkanocy. I właśnie w takim klimacie została napisana książka Artura Urbanowicza, o której mam zamiar dziś napisać.

Krótko o fabule
Dwoje młodych studentów, Karolina Górska i Tomasz Wawenterowicz są w związku już od dłuższego czasu, jednak co raz częściej występują pomiędzy nimi różne spięcia i sprzeczki, żeby umocnić swój związek postanawiają spędzić Wielkanoc na Suwalszczyźnie, miejscu poleconym przez jednego z kolegów. Wszystko wydaje się być idealnie zaplanowane, ale po przyjechaniu na miejsce okazuje się, że ich gospodarze całkowicie o nich zapomnieli. Jednak w zamian za to oferują im pobyt u znajomych w Białodębach. Na miejscu, jednak nie wszystko okazuje się tak wspaniałe, jakie miało być. Bohaterów zaczynają męczyć koszmary, widzą nieprawdopodobne rzeczy i już pierwszego dnia zostają zaatakowani przez dzikie zwierze.

Język, fabuła, akcja!
Muszę przyznać, że moje zdanie w stosunku do tej książki zmieniało się diametralnie w zależności od momentu, na którym byłam. Momentami historia ta mi się dłużyła, bo jest sporo opisów, a ja akurat nie jestem zwolenniczką ich czytania, natomiast drugim razem tyle się działo, że sama nie wiedziałam, kiedy udało mi się aż tyle przeczytać. Muszę przyznać, że fabuła jest bardzo oryginalna i nigdy wcześniej nie spotkałam się z takimi zwrotami akcji jak w tym przypadku. Otóż, na przykład czytając epilog, miałam wrażenie, że wszystko potoczy się wedle wcześniej obmyślonego przeze mnie schematu. Nic bardziej mylnego! Koniec jest taki nieprzewidywalny, że po skończeniu tej książki nie mogłam zacząć kolejnej, bo cały czas myślami byłam z bohaterami.
Zaczynając czytać tę powieść, bałam się, że będę się bardzo bała. Na szczęście dla mnie, nie ma tutaj bardzo strasznych scen, a nawet jeśli są takie, które wywołują dreszczyk, to zazwyczaj związane są z postaciami fantastycznymi, więc nie musiałam się bać, że coś wyskoczy na mnie zza rogu ulicy ;)
Co więcej, cieszę się, że udało mi się przeczytać tę książkę przed świętami i myślę, że to też tworzy niepowtarzalny klimat. Za bardzo nie spotykam się z książkami, których akcja rozgrywa się właśnie w Wielkanoc, więc było to dla mnie bardzo niecodzienne i inne, ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa.
Książka ta jest napisana też w troszkę taki specyficzny sposób, gdyż historię poznajemy z perspektywy kilku bohaterów i czasami ciężko było mi się przestawić z myślenia jednego, na drugiego. Tym bardziej, że nie było to podkreślone, jak w innych publikacjach tego typu. Trzeba to było wywnioskować z kontekstu i czasami musiałam przez to czytać niektóre fragmenty po kilka razy, ponieważ po prostu się gubiłam.


Kto jest kim?
Bohaterowie zostali naprawdę świetnie wykreowani. Karolina jest przyszłą panią psycholog, głęboko wierzącą i zarazem bardzo dobrą osobą. Od razu wzbudziła moją sympatię. Myślę, że jej postawa jest bardzo realistyczna. To samo tyczy się Tomka, który w odróżnieniu do swojej dziewczyny jest ateistą z trochę pesymistycznym podejściem do świata. Niestety, tacy ludzie jak on przewijają się przez nasze życie, dlatego do głównych bohaterów nie mam żadnych zastrzeżeń. Kreacje bohaterów drugoplanowych również są rozbudowane, więc książkę czyta się myśląc nie tylko o wcześniej wspomnianej dwójce, ale również o Natalii czy panu Andrzeju, który swoją drogą okazał się według mnie przerysowaną osobą, ale nie ma sposobu, aby go nie polubić.

Estetyka
Bardzo podoba mi się okładka, która jest minimalistyczna i wykonana bardzo w moim stylu. Chociaż przyznaję się, że na początku nie dostrzegłam trupa wiszącego na jednym z drzew. Dopiero moja mama zwróciła na to uwagę. Do samego wydania książki też nie mogę się przyczepić, jedyne co bym dodała to tłumaczenia dialogów, które pojawiają się w języku angielskim. Wiem, że nie są one zbytnio skomplikowane, jednak są osoby, które go nie znają albo po prostu nie są pewne czy dobrze zrozumiały dany fragment i tak na spokojnie mogliby to sprawdzić.



Moja ocena książki: 7/10

Polecam tę książkę każdemu, kto lubi czytać oryginalne powieści i lubi się momentami pobać. Książka zrobiła na mnie dobre wrażenie, więc pewnie niejednokrotnie sięgnę po jakiś thriller paranormalny. Krótko podsumowując całą wypowiedź warto przeczytać tę książkę, ze względu na bogate kreacje bohaterów, nietuzinkowość fabuły, wiele zaskakujących wydarzeń i za klimat świąt wielkanocnych, a że został nam do nich nie co ponad miesiąc tym bardziej warto zabrać się za jej czytanie.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję samemu autorowi książki Panu Arturowi Urbanowiczowi.

Pozdrawiam!
~Victoria



#47 "Kobieta znikąd" - książka o nieprzewidywalnym zakończeniu

#47 "Kobieta znikąd" - książka o nieprzewidywalnym zakończeniu



Witajcie!

Dzisiaj trochę inaczej, bo post pojawia się w poniedziałek, a nie tak, jak zazwyczaj w weekend, ale akurat znalazłam czas i nie muszę odrabiać żadnych zadań z matematyki, więc spokojnie mogę poświęcić cały wieczór na napisanie mojego zdania na temat książki Mary Kubicy "Kobieta znikąd".

Krótko o fabule
Quinn obudzona dźwiękiem budzika swojej przyjaciółki, a zarazem współlokatorki Esther Vaughan, postanawia sprawdzić, co się stało, że dziewczyna nie chce go wyłączyć. W końcu chyba nikt nie chciałby obudzić się w niedzielę po upojnej imprezie wczesnym rankiem. Jednak Esther nie ma w swoim pokoju, a jedynie, co Quinn dostrzega to otwarte okno, prowadzące na schody przeciwpożarowe. Jednym słowem Esther się gdzieś ulotniła.
W tym samym czasie w małym miasteczku położonym w okolicach jeziora Michigan Alex, po raz pierwszy w swoim życiu dostrzega coś ciekawego w swojej pracy, a właściwie nie coś, tylko kogoś. Dziewczyna nie wygląda na turystkę, zapewne, coś musiało ją przyciągnąć do tego miasteczka.
Czy to jest Esther? Jeśli tak, to dlaczego uciekła bez słowa i zaczyna nowe życie?



Język, fabuła, akcja!
Historia ta opowiedziana jest z perspektywy dwóch osób Quinn i Alexa, którzy nie wiedzą o swoim istnieniu, są w całkowicie innych miejscach i mają różne historie, jednak łączy je mianownik, jakim jest postać dziewczyny. Całkiem ciekawie to autorka wymyśliła, by połączyć dwie, prawie odmienne historie i akurat ten pomysł podoba mi się. Chociaż zawiódł mnie brak zwartej akcji. Miałam wrażenie, że 3/4 książki to opisy, nudne wydarzenia - nic aż tak ciekawego się nie wydarzyło. Nie wiem, czy po prostu zbyt wiele wymagałam od tej książki, tym bardziej, że gatunek thriller psychologiczny bardzo mnie zaintrygował, czy po prostu ona taka po prostu miała być. Chociaż muszę przyznać, że element zaskoczenia był, a właściwie zakończenie tej historii. I jak jednej części się domyśliłam, to druga połowa była dla mnie zaskakująca. Czy to wynika z faktu, że jeszcze mało książek z dedukcją w tle za mną? Całkiem możliwe, ale przynajmniej, dzięki temu ta książka zyskała w moich oczach.

Kto jest kim?
Bohaterowie... I tutaj mam wrażenie, że Quinn i Alex są tacy bardzo nijacy. Gdzie reszta postaci tych drugoplanowych ma głębokie osobowości i są bardzo konkretni, to ta dwójka jest do siebie bardzo podobna. Dowiadujemy się wielu rzeczy z ich dzieciństwa, żeby lepiej wszystko zrozumieć, to jednak mam wrażenie, że nawet te wspomnienia były znacznie bardziej konkretne niż oni w teraźniejszości.

Estetyka
Książka jest bardzo ładnie wydana, ma ciekawą okładkę, która od razu przyciągnęła mój wzrok. Jeśli chodzi o środek, to też nie mam nic do zarzucenia. Czcionka zdecydowanie ułatwia czytanie i nawet nie zauważymy, a już mamy całe 336 stron za sobą.


Moja ocena książki: 6/10

Na moją ocenę książki zdecydowanie wpłynął fakt, że przez początek tej historii się nudziłam. Myślę, że wszystkie te zdarzenia z początku dałoby się przedstawić w nieco inny, bardziej przyciągający uwagę i skupienie czytelnika sposób. Co więcej, główni bohaterowie sprawiali wrażenie nijakich, a ja nie cierpię postaci bez wyrazu, natomiast postaci drugoplanowe były bardzo ciekawe. I na wspomnienie oczywiście zasługuje zakończenie. Naprawdę chociaż dla niego warto przeczytać tę książkę, bo według mnie jest nieprzewidywalne!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu HarperCollins.



Pozdrawiam!
~Victoria
Zanim się pojawiłeś

Zanim się pojawiłeś

Witajcie!

Dzisiaj tez troszkę luźniej, bo chcę napisać swoją opinię na temat filmu "Zanim się pojawiłeś". Prawie pół roku temu była premiera tej ekranizacji książki Jojo Moyes, a ja jak zawsze długo zbierałam się do przeczytania książki i obejrzenia filmu. Co prawda, powieści jeszcze nie czytałam, ale w końcu udało mi się skorzystać z ferii i obejrzeć ten melodramat, który bardzo chciałam obejrzeć.

Historia opowiada historię Lou Clark, w którą wcieliła się Emilia Clarke, bardzo optymistycznej dziewczyny, która właśnie straciła pracę i porzuciła swoje marzenia z pójściem na studia, aby pomóc swojej rodzinie. Jej jedyną szansą jest praca jako opiekunka sparaliżowanego Willa Traynora, granego przez Sama Clafina. Chłopak nie jest na początku zaangażowany współpracą z dziewczyną, ale z czasem lody pomiędzy nimi topnieją i rodzi się między nimi uczucie.


Film ten zaliczany jest do dramatów. Zawsze kojarzyły mi się ona tylko ze smutnymi filmami, które wzruszają. Ta ekranizacja jest całkowicie inna. Jest bardzo pogodna, humorystyczna i optymistyczna. Jestem wdzięczna autorce, jak i reżyserom, za stworzenie tak genialnego filmu, który potrafi być piękny, smutny, a zarazem bardzo pozytywny. Nie jest to też typowy film o miłości, bo to nie ona jest tutaj najważniejsza, a zarazem właśnie przez to tak pięknie okazuje to uczucie, że mnie ten film oczarował.

Na wspomnienie zasługują także aktorzy, który genialnie wcielili się w grane przez nich postaci. Emilia jako Lou jest naprawdę fantastyczna. Nigdy wcześniej nie widziałam z nią żadnego filmu, ale po tym filmie uważam, że jest bardzo dobrą aktorką i na pewno nadrobię wszystkie zaległości. A Sam Clafin, którego zapewne większość uwielbia za rolę Finnicka, był fenomenalny. Idealnie pasował do tej roli i uważam, że naprawdę miał trudną rolę, bo tak naprawdę wszystko musiał przekazać tylko za pomocą mimiki twarzy i tonu głosu.


Wielkim zaskoczeniem było dla mnie zobaczenie Matthew Lewisa, znanego z roli Neville'a Longbottoma w "Harrym Potterze", w roli Patrica - chłopaka Lou. Był to pierwszy film, gdzie zobaczyłam go w innej roli niż Neville i na pewno mnie nie zawiódł. Było to miłe doświadczenie, chociaż jego postać bywała momentami irytująca. Reszta postaci drugoplanowych nie rzuciła mi się za bardzo w oczy. Mam do nich albo neutralny stosunek, albo po prostu nie zwróciłam większej uwagi na ich role, bo nie odgrywały zbyt dużego znaczenia dla całości.

Bardzo podobały mi się ujęcia z tego filmu. Ciekawie było zobaczyć w końcu coś innego niż duże miasta. Typowa angielska wieś jest całkowitym przeciwieństwem tego co najczęściej widujemy w filmach. I właśnie to mnie urzekło. Tak samo bardzo się ucieszyłam, gdy usłyszałam w ekranizacji piosenkę Ed'a Sheerana, którego bardzo lubię i uwielbiam jego twórczość.


Bardzo polecam wszystkim ten film. Jest naprawdę piękny, wzruszający, godny obejrzenia i polecenia. Jest to jedna z moich ulubionych ekranizacji, dlatego zachęcam was do obejrzenia, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście ;)


Pozdrawiam!
~Victoria


#46 "November 9" - wiele szumu o nic nadzwyczajnego

#46 "November 9" - wiele szumu o nic nadzwyczajnego


Witajcie!

Mam wrażenie, że pod koniec zeszłego roku wszyscy czytali tylko tę książkę - "November 9" autorstwa Colleen Hoover. Miałam możliwość jej przeczytania, więc stwierdziłam czemu nie i rozpoczęłam w miarę krótką przygodę z tą książką.

" "Kochała mnie" w cudzysłowie
Całowała mnie pogrubioną czcionką
PRÓBOWAŁEM JĄ ZATRZYMAĆ wielkimi literami
Zostawiła mnie z wielokropkiem... "

Krótko o fabule
Fallon jest niedoszłą aktorką, kiedyś miała wszystko. Sławę, ojca, a nawet krótkie miłości. Teraz po tragicznym wypadku, w którym omal nie zginęła straciła prawie wszystko prócz kochającej mamy i wielu blizn na jej ciele. 9 listopada to straszna dla niej data - wtedy cały jej życie zamieniło się w koszmar. Siedzi w kafejce, rozmawia, a bardziej kłóci się ze swoim ojcem i na horyzoncie pojawia się Ben. Tajemniczy chłopak, który postanawia udawać miłość jej życia. Miłe spotkanie, inaczej spędzony dzień i obietnica spotkania za rok sprawia, że dwójka tych młodych ludzi z niecierpliwością oczekuje kolejnych lat...

Język, fabuła, akcja!
Tak naprawdę mam mieszane uczucia w stosunku do tej książki. Na pewno pochwalę pomysł autorki, że cała książka opisana jest tylko tylko jednego dnia 9 listopada. Poznajemy bohaterów, tylko w ten jeden dzień przez kilka lat. Jednakże, nawet w powieści pojawiły się tytuły filmów, w których działo się podobnie np.w "Jednym dniu". Niemniej jednak z takim pomyłem na książkę, ja spotkałam się pierwszy raz, co zdecydowanie polepsza jej ogólną ocenę.
Na nudę na pewno nie będziemy narzekać, bo prawie cały czas coś się dzieje, chociaż mam wrażenie, że momentami powieść ta jest płytka, a historia w niej opowiedziana jest tak nieprawdopodobna, że aż bolało mnie to w trakcie czytania. Zdecydowanie wolę książki, które albo są całkowicie fikcyjne, a skoro już opowiadają o codziennym życiu, to powinny być nadmiernie realistyczne. Tutaj niektóre fragmenty są naprawdę życiowe i zgodzę się z nimi całym sercem, a kolejne są tak wysłodzone, że nie wiem, co o tym myśleć. Mniej więcej tak zmieniał się mój nastrój i stosunek do tej książki podczas całej tej przygody z czytaniem.

Kto jest kim?
Powieść została napisana z perspektywy dwóch, głównych bohaterów - Fallon i Bena. Mogliśmy dobrze ich poznać, ale czego można się spodziewać od dwójki nastolatków, gdzie jeden z nich to niespełniony pisarz, a drugi to niespełniony aktor. Owszem, niektóre z ich wypowiedzi były nad wyraz dojrzałe, ale dla mnie sam fakt, że oboje wiązali przyszłość z takimi artystycznymi rzeczami już jest nie do końca rzeczywiste. Wielu ludzi uważa takie rzeczy za swoją pasję, a dopiero później zaczyna myśleć o czymś takim poważnie. Dlatego też Ben z początku bardziej wzbudził moją sympatię, bo był bardziej normalny, niewyidealizowany. Chociaż i tak nie do końca, bo w końcu to nieziemski przystojniak ;)

Estetyka
Akurat do sposobu w jaki ta książka została wydana nie mam żadnych zastrzeżeń. Okładka jest estetyczna, w środku tak samo jest przejrzyście. Na pewno dobrze jest mieć w swojej kolekcji takie ładne książki, chociażby do ładnego wyglądania na półce ;)


Moja ocena książki: 5/10

Miałam mieszane uczucia w stosunku do tej książki. Oczekiwałam od niej wiele, w końcu ma bardzo dobre noty na lubimyczytać, z drugiej strony autorka niejednokrotnie mnie zawiodła i liczyłam na coś więcej, a jedyne co otrzymałam to iście hollywoodzka historia, która momentami jest tak nieprawdopodobna, że aż szkoda ją czytać. Wybroniła się niektórymi cytatami, które przypadły mojemu sercu do gustu, w miarę oryginalny pomysł i  w sumie to tyle.
Nie zachęcam, anie nie odradzam przeczytania tej książki. Myślę, że najlepiej będzie, jak każdy oceni ją sam. Jak dla mnie zwykły średniak - nic nadzwyczajnego.

Pozdrawiam!
~Victoria

"Kiedy znajdujesz miłość, to ją trzymasz. Chwytasz ją obiema rękami i ze wszystkich sił starasz się jej nie wypuścić. Nie możesz tak po prostu odjechać, licząc, że przetrwa, aż będziesz na nią gotowa."

Szczęściarz

Szczęściarz


Witajcie!

Dzisiaj po tak długiej przerwie postanowiłam napisać coś luźniejszego, związanego z tematyką około książkową i mam nadzieję, że równie ciekawego. Ostatnio w telewizji leciał film, który powstał na podstawie książki Nicholasa Sparksa o tym samym tytule - "Szczęściarz".

Historia ta opowiedziana jest z perspektywy żołnierza Logana Thibault'a, w którego rolę wcielił się Zac Efron. Film zaczyna się od ujęć na wojnie. Logan służy w wojsku i bierze udział w wielu misjach, podczas jednej z nich dostrzega połyskujący w słońcu przedmiot. Zaciekawiony podchodzi do niego i zauważa, że to zdjęcie pięknej kobiety,jednak nie to jest najważniejsze. W chwili, gdy je podnosi wybucha bomba w miejscu, gdzie siedział wcześniej. Jedno jest pewne, ta kobieta uratowała mu życie i on robi wszystko, aby ją odnaleźć i jej za to podziękować.



Cała historia jest melodramatem, dlatego nie zależnie od tego czy lubimy wątki bardziej miłosne, czy dramatyczne odnajdziemy tutaj coś dla siebie. Tak naprawdę miłość jest tutaj zaledwie tłem dla innych problemów poruszanych w tej historii takich jak, problem rozbitej rodziny czy utrata kogoś bliskiego. Ta historia naprawdę jest głęboka, co nie dziwi mnie aż tak bardzo, bo jak na razie wszystkie filmy, które powstały na podstawie książek Nicholasa Sparksa, i same lektury są w czołówce moich ulubionych historii. Mam wrażenie, że są po prostu bardzo realistyczne, przez co mają większy wpływ na przeciętnego odbiorce.

Jeśli chodzi o aktorów to przeżyłam pozytywne zaskoczenie Zackiem Efronem. Jak na razie kojarzył mi się on wyłącznie z filmami dla młodzieży czy komediami. Tutaj jednak pokazał, że jest bardzo dobrym aktorem i starannie wcielił się w swoją rolę. Natomiast z Taylor Schilling, wcielająca się w postać tajemniczej Beth ze zdjęcia, było to moje pierwsze spotkanie i mam wrażenie, że było bardzo dobre. Jednak zdecydowanie najlepiej wykreowaną postacią, której nie da się nie lubić jest Nana grana przez Blythe Danner. Ekscentryczna starsza pani służąca zawsze dobra radą. Aktorka stworzyła bardzo charakterystyczną  postać, której po prostu nie da się nie lubić!




Bardzo podobały mi się też zdjęcia z tego filmu, mam na myśli kadry i ogólnie całą tą wizualną stronę. Nie w każdym filmie akurat to, przypada mi do gustu, dlatego uważam, że warto o tym wspomnieć. Chociaż muszę przyznać, że byłam zszokowana, że ten film jest z 2012r. Myślałam, że jest o wiele nowszy.

Na koniec, chciałabym polecić wszystkim ten film, bo naprawdę jest warty uwagi. Nie tylko młodzież, ale również dorośli powinni po niego sięgnąć. Ja zamierzam przeczytać teraz książkę i już wiem, że będzie to jedna z tych powieści, które trafią na moją półeczkę z najukochańszymi lekturami. Zapraszam też wszystkich do zapoznania się z trailerem filmu :)


Pozdrawiam
~Victoria



#45 "Ta dziewczyna" - książka, która mnie zawiodła

#45 "Ta dziewczyna" - książka, która mnie zawiodła

Witajcie!

Cały świąteczny szał już minął, teraz pozostało nam tylko odliczać dni do Sylwestra, a z Nowym Rokiem staniemy się tylko starsi. Mój ostatni post w tym roku będzie gorzki, bo akurat z taką książką męczyłam się przed świętami.

Krótko o fabule
"Ta dziewczyna" to trzecia, a zarazem ostatnia część cyklu "Pułapka uczuć", w której Layken i Will udają się na swój miesiąc miodowy i wspominają całą ich historię poznania z przeszłości. Will opowiada Layken ważne momenty z ich życia.

Język, fabuła, akcja
We wcześniejszym akapicie zbyt wiele nie powiedziałam, bo naprawdę pierwszy raz mam taką pustkę. Po przeczytaniu książki, nie wiem w sumie, o czym ona jest. Czasami mam wrażenie, że wszystkiego jest zbyt dużo i nie wiem, co jest ważne, a co nie. Natomiast teraz czuję, że ta powieść to jedno wielkie nieporozumienie i co najważniejsze, strata mojego czasu.
Bardzo nie podobał mi się fakt opowiedzenia dużej części historii z perspektywy Willa. Uważam to za zbędne i nudne. Gdyby to była pierwsza książka, w której Colleen Hoover stosuje taki zabieg, nie miałabym nic przeciwko. Jednak ten sam motyw znajdujemy w "Losing Hope", która została wydana prawie rok wcześniej. Naprawdę miałam wrażenie, że autorka napisała to tylko dla pieniędzy i bardzo tego żałuję, bo do tej pory ta seria należała do moich ulubionych. Nie lubię nie dokańczać historii, dlatego sięgnęłam po kontynuację i się zawiodłam. Czekałam na coś naprawdę rewelacyjnego z lekką domieszką retrospekcji, a dostałam starą historię w nowym opowiadaniu.
Właśnie przez to całkiem długo męczyłam tę książkę, bo nic się w sumie nie działo. Wszystko już wiedziałam, a zmiana punktu widzenia, dla mnie, nie była zbytnio zachęcająca. Co więcej, krótkie przerywniki z miesiąca miodowego były chyba napisane na siłę, w każdym razie takie odniosłam wrażenie. Ale, żeby nie było tylko gorzko, to podobały mi się ostatnie strony książki, taki epilog. Myślę, że lepiej by było, gdyby te ostatnie strony dołączyć do "Nieprzekraczalnej granicy" - wtedy byłoby idealnie.

Kto jest kim?
Bohaterowie niezmiennie ci sami. Zresztą nie za wiele mogłoby się zmienić skoro prawie wszystko to wspomnienia. Było może trochę dodatkowych scen, które mogły zmienić podejście innych do niektórych z postaci, ale ja pozostaję wierna mojemu uwielbieniu do wszystkich, bo każdy z nich pomimo wielu wad i zalet, jest inny i bardzo rzeczywisty. I po prostu nie da się ich nie lubić ;) W szczególności Eddie i Gavina, bohaterów drugoplanowych i bardzo pozytywnych :)

Estetyka
Okłada dopasowana do reszty serii, nie przyciągająca oka. Jeśli chodzi o wydanie w środku, to nie mogę temu nic zarzucić, gdyż literki są duże, wyraziste, które ułatwiają czytanie i to bardzo (w końcu jakoś musiałam to zmęczyć i przeczytać do końca).


Moja ocena książki: 3/10

Pierwszy raz chyba aż tak zawiodłam się na książce, a recenzję pisało mi się bardzo miło. Mogłam całą swoją frustrację tutaj wylać i się cieszę z tego powodu. Nie polecam tej części. Naprawdę nie wnosi ona nic ciekawego. Jeśli naprawdę nie chcecie się zawieść to polecam przeczytanie samej końcówki, od razu po drugiej części i wtedy powinno być idealnie :)

Pomyślności w Nowym Roku 2017!

Pozdrawiam
~Victoria

Copyright © 2014 Czytelnicze myśli , Blogger