#54 "Nic do stracenia. Początek" - córka prezydenta w papierowej wersji


" Wszystko, co jest warte posiadania, warte jest też, żeby o to walczyć."

Witajcie!

Też macie teraz tak dużo obowiązków, ze względu na zbliżający się koniec roku? U mnie jest naprawdę pracowicie i gdyby nie fakt, że czytam w tramwaju, to chyba nie miałabym na to czasu ;) Już się czeka, co mnie będzie czekało od września, skoro będę w maturalnej klasie... Ale tyle o mnie. Czas zabrać się za recenzję książki Kirsty Moseley.


Ashton jest absolwentem jednostki SWAT, jako najlepszy na swoim roku powinien otrzymać najlepszy przydział, a jedyne, co dostaje to ochrona córki senatora - Anny Spencer. Dziewczyna kilka lat temu została uprowadzona, a teraz dostaje różne pogróżki od swojego prześladowcy Cartera. Ashton ma czuwać przy niej cały czas i udawać jej chłopaka. Jednak dziewczyna nie chce współpracować z żadnym ochroniarzem i tutaj zaczynają się schody.


Po przeczytaniu opisu fabuły liczyłam na historię w stylu znanych filmów o córce prezydenta, która zakochuje się ze wzajemnością w ochroniarzu. Przyznaję, że bardzo lubię te historie i chociaż oglądałam je po kilkanaście razy, to jednak mogę je oglądać przez cały czas. Sięgając po tę książkę liczyłam na historię miłosną z dramatem i dreszczykiem w tle. I tutaj troszkę się zawiodłam. Było kilka naprawdę poruszających historii, ale były one jedynie wspomnieniami Anny i było ich naprawdę niewiele. Liczyłam, że akcja nabierze tempa i może pod koniec wydarzy się coś tak dramatycznego, że od razu trzeba będzie sięgnąć po kolejną część. Zakończenie może i było bardziej gorzkie od samego środka, ale jednak to nie było coś na co naprawdę liczyłam. Miałam wrażenie, że bohaterom wszystko się układa po ich myśli i tak naprawdę nie mają żadnych zmartwień. Może czasami Anna, ale nie za często.




Nie czytałam wcześniej książek tej autorki, ale wszędzie napotykałam pozytywne recenzje jej książek i chyba mogę powiedzieć, że się zawiodłam, w szczególności na bohaterach. Byli tak bardzo przewidywalni i kanoniczni, że aż nierealni, a to jest to, czego bardzo nie lubię. Jednak byłam w stanie zaakceptować Ashtona taki, jakim był. Przynajmniej od samego początku był taki sam. Nie rozumiem jednak zachowania Anny, która była wycofana na wszystkich ludzi, nikomu nie ufała, nigdzie nie czuła się bezpiecznie, po czym kilka godzin po przyjeździe Ashtona zaczyna być bardziej pozytywną osobą. Byłabym w stanie w to uwierzyć, gdyby zajęło jej to chociaż kilka dni, ale godzin już niekoniecznie.


Książka dla mnie jest za bardzo słodka, jednak patrząc obiektywnie, nie mogę się przyczepić do tego, jak została wydana ani do tłumaczenia. To jest naprawdę dobre. Okładka mi się podoba i wydaje mi się, że pasuje do wszystkich innych książek wydanych przez autorkę.



Moja ocena książki: 4/10

Wydaje mi się, że byłam trochę za bardzo surowa wobec tej książki. Sądzę, że jednak jest duże grono osób, którym ta historia się spodoba. Według mnie jest idealna na początek naszej drogi z książkami, bo czyta się ją szybko i łatwo można się wciągnąć.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu

Pozdrawiam
~Victoria
Ed Sheeran Book Tag

Ed Sheeran Book Tag

Witajcie!

Całkiem dawno nie było tutaj wykonanego żadnego tag'u, a jakoś ostatnio natknęłam się na jednym z blogów właśnie na "Ed Sheeran Book Tag" i od razu postanowiłam, że zrobię to również u siebie. W końcu bardzo lubię jego muzykę, a że teraz ponownie jest o nim głośno, bo w marcu wyszła jego płyta Divide, to wydaje mi się, że czas na zrobienie tego tag'u też jest odpowiedni :) Zapraszam do czytania!

Give me Love - autor, którego chcę spróbować
Jest wiele książek, które mam na półce "Do przeczytania" i wymienienie  jednego z tytułów byłoby znacznie łatwiejsze, ale może James Dashner? Od dłuższego czasu chcę przeczytać "Więźnia labiryntu", ale jakoś nigdy nie mogę się za to zabrać, a ten język stworzony pod tę powieść bardzo mnie ciekawi :)

Kiss Me - książka, której okładka podoba Ci się najbardziej
Tutaj, po raz kolejny wspomnę o serii autorstwa Sally Simukki o Lummiki Anderson. Te książki chyba na zawsze pozostaną moimi ulubionymi. I to pod względem treści, jak i własnie pod względem wizualnym.

I'm a Mess - książka, której przeczytania żałujesz
Może "Kiedy odszedłeś", ale to nie dlatego, że książka jest jakaś bardzo zła. Tylko według mnie jest naciągana i trochę inaczej to sobie wyobrażałam. Mogę tego żałować, że właśnie moja wizja i wizja autorki się nie poryły, a gdybym tego nie przeczytała, mogłabym nadal tkwić z takim "otwartym" zakończeniem.

Sing - książka, której tematyki nie lubisz, a jednak ci się spodobała
Chyba nie mam takiej książki, ale za to bardzo lubię tę piosenkę :D

Thinking out Loud - książka, o której nie możesz przestać mówić
Teraz to najchętniej wszystkim poleciłabym "Dla ciebie wszystko" Sparksa. Nie dawno skończyłam tę powieść i bardzo, ale to bardzo mi się spodobała. Jakoś na dniach zamierzam napisać jej recenzję, więc już niedługo pojawi się na blogu. Ale już teraz polecam wszystkim, bo naprawdę jest fenomenalna :D

Lego House - postać, która w jakiś sposób jest do ciebie podobna
Od razu widzę Cather z "Fangirl", która tak jak ja najchętniej siedziała i spędzała czas z nosem w książce, albo pisała. Do tego była nieśmiała. Oj tak... To zdecydowanie mój opis :)

One - książka, którą nie chcesz się dzielić
Ale w jakim sensie, że nigdy jej nikomu nie pożyczę, czy po prostu nie zdradzę nikomu jej tytułu? ;) Może jednak pozostawię to bez odpowiedzi...

Photograph - książka, przy której trzeba się zatrzymać i przeczytać
Chyba nie czytałam jeszcze takiej książki. Zazwyczaj czytam obyczajówki i chociaż występują tam różne refleksje, to jednak czuję, że tutaj chodzi o coś całkowicie innego, a ja jeszcze z takim czymś się nie spotkałam.

Afire Love - saga, którą kochasz z całego serca
Cieszę się, że taka fajna kategoria jest właśnie przy mojej ulubionej piosence :D A z całego mojego serca kocham Harry;ego Potter'a! Seria, której nie da się podrobić!

So - książka, o której nie wie nikt, a jednak ją kochasz
Może skoro nikt o niej nie wie, to niech lepiej tak zostanie? Ale tak szczerze, to moje ulubione książki są raczej znane i wiele osób je lubi

All of the Stars - książka, z którą masz bardzo dobre wspomnienia
"Dzieci z Bullerbyn"to książka, o której zawsze myślę z uśmiechem. Mogę powspominać lata dzieciństwa i chyba ta powieść na zawsze będzie miała miejsce w moim sercu :)

Tenerife Sea - książka z niebieską okładką
Pierwsza książka jaka mi przyszła na myśl to "Never never". W sumie to ona jest w takim klimacie głębi oceanu/morza, więc pasuje idealnie :)

This - pierwsza książka z serii, którą lubisz
O! To na przykład "Niezgodna" spodobała mi się od samego początku. Już od pierwszego rozdziału mnie wciągnęła i jest to jedna z moich ulubionych trylogii.

Runaway - książka, którą wybiegłaś kupić.
To chyba "Harry Potter i Przeklęte Dziecko". W końcu taki Potterhead jak ja, musi mieć taką książkę jak najszybciej.

The a Team - książka, po którą sięgnęłabyś ponownie
Na razie zamierzam jeszcze raz przeczytać "Miasto Kości", bo czytałam to w gimnazjum, a ostatnio natknęłam się na film i znowu naszła mnie ochota na powrót do tej historii.

To by było na tyle. Mam nadzieję, że tag Wam się spodobał. Jeśli chcecie to zróbcie go też u siebie na blogu. Z mojej strony to tyle. Teraz tylko czekam na Wasze komentarze, czy któraś z odpowiedzi nam się pokrywa ;)

Pozdrawiam!
~Victoria

Brooklyn

Brooklyn



Witajcie!

Dzisiaj zaczęły się matury, a ja korzystając z tego, że mnie czeka to dopiero za rok nadrabiam różne zaległości książkowe i filmowe, bo w końcu dodatkowe kilka dni wolnego zawsze daje nam więcej czasu. I takim oto sposobem pojawiam się dzisiaj z recenzją filmu "Brooklyn". Jest to ekranizacja książki o tym samym tytule autorstwa Colma Toibina, ale jak zauważyłam nie jest to za bardzo popularna książka. Tak naprawdę sama dowiedziałam się, że film jest ekranizacją książki, ponieważ był nominowany do Oscara za najlepszy scenariusz adaptowany.

Film ten opowiada historię młodej Irlandki, Eilis Lacey, w której rolę wcieliła się Saoirse Ronan, która wyjeżdża ze swojego ojczystego kraju do Ameryki. Cała historia dzieje się w latach 50 XXw., więc Eilis jest tak naprawdę pozostawiona w wielkim świecie, jedyne wsparcie ma ze strony znajomego księdza, który załatwił jej pracę i może liczyć na listy od swojej siostry. Jak zawsze w takich filmach, dziewczyna poznaje przystojnego Włocha (w tej roli Emory Cohen) i równie ważny staje się wątek miłosny.



Akurat w tym filmie zachwyciła mnie gra aktorska. Po pierwsze, na wspomnienie zasługuje sam dobór aktorów. Nie są oni zbyt znani, albo po prostu ja jeszcze wcześniej ich nie spotkałam i właśnie przez to oglądałam ten film z większym zaciekawieniem. Co więcej, ich gra aktorka też jest bardzo przekonująca i bardzo prawdziwa. Nie wyczuwa się tutaj fałszywości i zbytniego koloryzowania, co niestety, ciągle spotyka się w hollywoodzkich filmach.

Na pewno na odnotowanie zasługuje również sam temat, bo chociaż i tak w pewnym momencie miłość wychodzi na pierwszy plan, to fabuła porusza również problem emigracji, samotności, tęsknoty. Są to tak prawdziwe i często bliskie nam tematy, że ten film może wywoływać różne emocje. Ja naprawdę bardzo rzadko wzruszam się na filmach, ale w tym przypadku naprawdę płakałam.


Myślę, że ten film naprawdę ma w sobie "to coś", bo w 2016 roku był nominowany aż w trzech kategoriach do Oscara, a jak wiadomo to najbardziej prestiżowa nagroda filmowa. I chociaż ostatecznie żadnego nie zdobył, to osiągnął inne sukcesy, gdzie najbardziej powtarzającym się wyróżnieniem jest "Najlepsza aktorka pierwszoplanowa".

Już na sam koniec, chciałabym polecić wszystkim ten film, bo wydaje mi się, że nie jest zbytnio znany, a według mnie naprawdę na ten rozgłos zasługuje. Cieszę się, że po długich namowach siostry ostatecznie go obejrzałam. Na pewno będzie to mój ulubiony film do końca życia i nie raz powrócę do tej pięknej historii.


Pozdrawiam!
~Victoria
#53 "Fangirl" - książka tak naprawdę o nas

#53 "Fangirl" - książka tak naprawdę o nas


Witajcie!

Dzisiaj trochę na osłodę i ocieplenie pojawiam się z recenzją książki Rainbow Rowell pt. "Fangirl". Myślę, że wiele z nas może z czystym sumieniem wyznać, że oni jak najbardziej wpisują się w obraz fangirl/fanboy. Dla niewtajemniczonych, fangirl/fanboy to określenie na osobę, która jest prawdziwym fanem jakieś książki/filmu/zespołu i można chyba powiedzieć, że ma na tym punkcie lekką obsesję. I tak naprawdę cały ten temat tej książki sprawił, że od dłuższego czasu chciałam ją bardzo przeczytać, bo w pewnym sensie bardzo utożsamiam się z byciem fangirl.


Główną bohaterką tej książki jest Cath, starsza siostra bliźniaczka Wren. Siostry są tak naprawdę jak ogień i woda. Cather jest spokojna, z nosem w książkach, nie zbyt towarzyska, a jej siostra to pewna siebie, wyrazista dusza towarzystwa, ale łączy je wspólna cecha obie są wielkimi fankami powieści o przygodach czarodzieja Simona Snow. Wszystko zapowiada się świetnie, gdy Wren wpada na pomysł, aby w college'u mieszkały w innych pokojach i tak też ostatecznie się staje. Nieśmiała Cath musi zacząć radzić sobie sama, czego nie ułatwiają jej Reagan, jej współlokatorka i jej chłopak Levi.


Szczerze mówiąc, opis z okładki, jak i ten mój, nie zdradzają zbyt wiele. Czytelnik sam musi się domyślić, o co może chodzić w tej powieści i, przynajmniej w moim przypadku, w końcu sięga po nią nie oczekując nic wielkiego i spodziewając się lekkiej powiastki. I w sumie tak było. Historia nie jest zbyt skomplikowana, ma parę dramatycznych momentów, ale ogólnie czyta się ją całkiem przyjemnie. Nie bez przyczyny napisałam całkiem, bo była rzecz, która strasznie mi się nie podobała. Przed każdym nowym rozdziałem był fragment rozdziału powieści o Simonie Snow. Te wstawki bardzo mnie dekoncentrowały, a że nie potrafię nie przeczytać jakiś fragmentów w książce to męczyłam się też z tym. Ogólnie nie podobała mi się ta historia o Simonie Snow, bo była dużym nawiązaniem do Harry'ego Pottera i rozumiem, że ze względu na prawa autorskie, oryginał nie mógł zostać wykorzystany, ale wydaje mi się, że Rainbow Rowell mogła wymyślić coś oryginalnego, swojego i wtedy czytanie byłoby znacznie przyjemniejsze.




Główne bohaterki są tak naprawdę bardzo schematyczne. Cather to typowa szara myszka, jej siostra jest typem szalonej imprezowiczki, która myśli tylko o chłopkach. Zdecydowanie ciekawszą kreacją mogą się pochwalić Levi i Reagan. Chłopak jest wiecznym optymistą, który cały czas uśmiecha, z kolei Reagan jest ironiczna, sarkastyczna. Zdecydowanie ta dwójka polepsza moją opinię na temat tej historii.


Żadnych zastrzeżeń nie mam do wydania, bo bardzo mi się podoba takie, jakie jest. Okładka przyciąga wzrok, do tego jest wykonana w takim pastelowym, miętowym kolorze. Jest urocza i taka też jest opowiedziana w środku historia.



Moja ocena książki: 5/10

"Fangirl" podoba się wielu czytelnikom na całym świecie. Może dlatego, że każdy odnajdzie w niej cząstkę siebie, nie wiem, ale mnie ta historia całkowicie nie pochłonęła. Brakowało mi w niej czegoś. Była bardzo schematyczna, ale nie mogę też uznać, że jest zła. Według mnie jest to idealna powieść na poprawę humoru, na jakiś przerywnik, pomiędzy bardziej wymagającymi powieściami. Nie znalazłam tutaj niczego "wow", ale nie żałuję, że sięgnęłam po tę książkę i nie chcę

Pozdrawiam
~Victoria
#52 "Kiedy odszedłeś" - czyżby to była część pisana na siłę???

#52 "Kiedy odszedłeś" - czyżby to była część pisana na siłę???


Witajcie!

Jest koniec kwietnia, a pogoda zdecydowanie nie zachęca do wychodzenia na dwór, ale wydaje mi się, że nie jest tak źle, bo przynajmniej mam czas, żeby popisać, a nie korzystać z promieni słonecznych. Dzisiaj pojawiam się z troszkę gorzką recenzją drugiej część "Zanim się pojawiłeś" - "Kiedy odszedłeś". Od razu zastrzegam, że w recenzji mogą się znaleźć spoilery, dlatego czytacie na własną odpowiedzialność.

Minął rok od śmierci Willa Traynora, a Louisa Clark stoi tak naprawdę w miejscu. Pozwiedzała trochę Europę, ale ostatecznie osiadła w Londynie i pracuje w barze na lotnisku. Prowadzi monotonne życie. Zrezygnowała z dalszego kształcenia, jej mama wydaje się być na nią wiecznie obrażona, a ona cały czas odczuwa w swoim sercu pustkę po stracie Willa. Wszystko się zmienia, kiedy wchodzi na dach i przestraszona obecnością młodej dziewczyny, spada z wysokiego piętra. Ma ogromne szczęście, że przeżyła, a w jej życiu pojawia się tajemnicza dziewczyna, która podaje się za córkę Willa.


Sięgając po kontynuację historii Lou byłam bardzo podekscytowana, bo bardzo ją polubiłam i byłam ciekawa jej dalszej historii. Powiem szczerze, że się rozczarowałam. Miałam nieodparte wrażenie, że autorka pisała drugą część na siłę, może dla pieniędzy, a może po prostu chciała zadowolić fanów dopisując im wymarzoną kontynuację. Nie wiem, jaki miała motyw, ale naprawdę mogła odpuścić i napisać i stworzyć historię kogoś nowego najwyżej wykorzystując pomysł użyty w tej powieści. Jednak dla mnie cała ta fabuła była bardzo nieprawdopodobna i naciągana, tak po prostu. Pojawienie się córki Willa, o której nikt nie wie, było dla mnie śmieszne. Szczerze, przeczytałam te książkę do końca, bo byłam ciekawa, jak zakończy się ta cała absurdalna sytuacja.



Nie mogę się przyczepić o styl ani o tłumaczenie w tej książce, bo naprawdę jest na dobrym, wysokim poziomie. Fabuła nie przypadła mi do gustu i chociaż uważam, że sam pomysł może i nie jest zły, to jednak nie pasuje to do historii Lou, i tak naprawdę to jest mój największy zawód. Rozumiem, że autorka chciała pokazać cierpienie tej młodej dziewczyny po utracie ukochanego i próbę odbudowy i dalszego życia bez niego, ale cały wątek z jego córką był dla mnie zbędny. Na pewno miłośnicy Louisy, która jest kolorowa i zawsze pozytywnie do wszystkiego nastawiona, nie będą zadowoleni jej postawą w "Kiedy odszedłeś", ale to jestem jeszcze w stanie zaakceptować. Przecież każdy z nas przeżywa żałobę na swój własny, indywidualny sposób i Lou straciła swoje chęci do życia, czego bardzo mi brakowało. Co jeszcze? Na pewno odczuwalny jest też brak Willa w tej części. Książka wydaje się taka pusta, jakby była niepełna.


Co na pewno mi się podobało to okładka, ogólnie uważam, że pomysł wydania wszystkich książek autorki w podobnych aranżacjach jest naprawdę genialne! Mnie się to bardzo podoba i ogólnie uważam, że w takim stanie książki są bardzo urocze.



Moja ocena książki: 5/10

Ostatecznie zdecydowałam się na mocną piątkę, ale w większości przemawiałam przeze mnie sentyment do bohaterów i całej tej historii. Druga część jest znacznie gorsza od pierwowzoru i brakuje jej tego pierwiastka, który by bardzo zainteresował czytelnika. Moim zdaniem Jojo Moyes za bardzo starała się stworzyć coś ciekawego i jak często jest w takich przypadkach, skończyło się niezbyt interesująco. Na pewno "Kiedy odszedłeś" mnie zawiodło, ale chciałabym przeczytać jeszcze inne książki tej autorki. Co jeszcze wpłynęło na moją ocenę prócz sentymentu, to styl, który jak pisałam jest dobry i wydanie.

Pozdrawiam!
~Victoria
#51 "Zanim się pojawiłeś" - trudny temat + ciekawa fabuła = przepis na sukces

#51 "Zanim się pojawiłeś" - trudny temat + ciekawa fabuła = przepis na sukces



"Patrzyłem na niego wczoraj wieczorem i myślałem o jego życiu, o tym, jak pewnie będzie wyglądać... i chociaż niczego nie pragnę bardziej, niż żeby był szczęśliwy... nie mogę osądzać go za to, co chce zrobić. To jego wybór."

Witajcie!

Dzisiaj tak nietypowo, bo w poniedziałek, ale cieszę się, że udało mi się znaleźć czas przed świętami, żeby w ogóle coś napisać. Całkiem niedawno mogliście przeczytać moją opinię na temat filmu "Zanim się pojawiłeś" (klik), a teraz jestem świeżo po przeczytaniu książki i chciałam Wam tym razem napisać troszkę na temat powieści.

Jojo Moyes, autorki "Zanim się pojawiłeś" wcześniej nie znałam. Słyszałam o jej książkach, ale tak naprawdę dopiero całkiem głośna ekranizacja powieści i jej wszechobecność sprawiło, że zaczęłam tak bardziej się nią interesować i jej książkami. I właśnie nasze pierwsze spotkanie odbyło się przy "Zanim się pojawiłeś"...

Książka ta jest historią Louisy Clark, dwudziestosześcioletniej dziewczyny z małego miasteczka, która właśnie straciła pracę w pobliskiej kawiarni i musi zrobić wszystko, żeby znaleźć jakąś nową, żeby pomóc w utrzymaniu swojej rodziny. Los się do niej uśmiecha i szczęśliwie zostaje opiekunką Willa Traynora, niewiele od niej starszego mężczyzny, który na skutek niefortunnego wypadku został sparaliżowany i teraz przez cały czas przykuty jest do wózka inwalidzkiego.



Muszę przyznać, że spędziłam wiele czasu zastanawiając się, czemu ta książka odniosła taki wielki sukces i wydaje mi się, że jest to z pewnością ciekawa fabuła. Obecnie znalezienie jakieś naprawdę dobrej książki obyczajowej jest czymś rzadkim. Wiele książek jest pisanych schematycznie i czasami po samym opisie jesteśmy w stanie stwierdzić, co takie wydarzy się przez całe 400 stron. W tym przypadku sprawa ma się całkowicie inaczej. Jojo Moyes porusza w swojej powieści tematy trudne, ale robi to w taki sposób, że dopiero po skończeniu książki, jesteśmy nią tak wstrząśnięci, że nie możemy przestać o niej myśleć.
Książka ta napisana jest z perspektywy Lou, ale zdarzają się rozdziały opisane oczami kogoś innego np. matki Willa. Daje to nam troszkę większe pole obrazu i tak naprawdę cała ta historia wydaje się być bardziej pełna. Podobało mi się, że takich "dodatkowych" rozdziałów nie ma zbyt wiele, bo zdarza się to może cztery razy, ale jestem przekonana, że gdyby było ich więcej nie robiłyby one tego specyficznego klimatu. Zresztą nie wiem, czy wtedy ta książka też by podobała mi się tak bardzo, w końcu byłoby w niej znacznie mniej Lou ;)



Wcześniej pisałam, że zastanawiałam się, co sprawiło, że ta książka wyróżnia się z tłumu innych. Pierwszą rzeczą była oczywiście fabuła, a druga to bohaterowie. Naprawdę rzadko przypadają mi oni aż tak do gustu, co więcej w tej historii lubię zarówno Louisę, jak i Willa oraz dużo innych osób będących raczej tłem dla całej tej historii. Lou to taki kolorowy ptak, taki promyczek optymizmu w całej tej książce. Uwielbia modę, przez co ubiera się w bardzo nietypowe stroje, zawsze stara się chodzić uśmiechnięta i wspaniale parzy herbatę. Will wydaje się być jej całkowitym przeciwieństwem, w końcu to chłopak pochodzący z bogatej rodziny, jego wypowiedzi są zawsze pełne sarkazmu i ironii, a on sam wydaje się być rozpuszczony i kapryśny. Takie zestawienie dwójki głównych bohaterów oferuje czytelnikowi naprawdę interesującą historię i możliwe, że potwierdza fakt, że przeciwieństwa się przyciągają...




Przyznam się Wam, że czytając tę historię byłam zdziwiona tak ogromną liczbą opisów. Nastawiłam się na taką lekką historię z mnóstwem dialogów, a otrzymałam głęboką powieść z opisami, ale nie czytało mi się tego jakoś strasznie źle. Po prostu poświęciłam tej książce więcej czasu niż zamierzałam, ale na pewno tego nie żałuję. 
Natomiast jeśli chodzi o okładkę książki, to wydaje mi się, że w Polsce nie ma ładnego wydania tej historii. Ja czytałam jakąś starszą wersję, ale okładka filmowa, owszem, jest ładna, ale ja preferuję okładki niezwiązane z ekranizacjami i raczej takiej bym tutaj nie dostała. 



Moja ocena książki: 8/10

Jedno muszę przyznać, nie zawiodłam się na tej książce. Jest to naprawdę wzruszająca historia, która porusza ciężkie tematy takie jak kalectwo czy eutanazja w bardzo przyjazny do odbioru sposób. Na pewno atutem tej książki są też bohaterowie, którzy wyróżniają się z tłumu i sprawiają, że nasz dzień może się polepszyć. Polecam tę książkę wszystkim i zapewniam, że po jej przeczytaniu nie będziecie tacy sami!

Pozdrawiam!
~Victoria

"Chciałam poprzez ten ogród powiedzieć mu, że różne rzeczy się zmieniają, rozwijają się albo obumierają, ale życie toczy się dalej. Że wszyscy jesteśmy częścią jakiegoś wielkiego cyklu, rytmu, którego zrozumienie dane jest jedynie Bogu."
#50 "Never never" - Jamais Jamais

#50 "Never never" - Jamais Jamais


"Nie mam nic przeciwko temu, żeby każdego dnia wciąż cię na nowo poznawać, Charlie. Nie sądzę, żebym się z tym źle czuł."

Witajcie!

Dzisiaj znowu chciałabym wypowiedzieć się na temat książki, której współautorką, zaraz obok Tarryn Fisher, jest Colleen Hoover. Wiem, że ostatnio pełno recenzji pojawia się właśnie o książkach tej autorki, ale mogę przyznać, że dopiero się do niej przekonałam i teraz czytam te powieści nałogowo. Tarryn Fisher wcześniej nie znałam, ale po "Never never" oczekuje od niej czegoś naprawdę niezwykłego i może w najbliższym czasie sięgnę po książkę napisaną tylko przez nią.


Charlie czuje się jakby znalazła się w innym ciele. Nie wie, gdzie jest, jak się nazywa. Wydaje się, że wszystko zapomniała, ale każdy wydaje się ją znać. Stara się dopasować i spotyka Silasa, który rzekomo jest jej chłopakiem. Jednak okazuje się, że oboje mają ten sam problem. Nie pamiętają niczego związanego z ich wcześniejszym życiem. Jedyne co im zostaje, to odnaleźć, co im się stało i dowiedzieć się jak najwięcej o sobie.


Muszę przyznać, że ciężko było mi stworzyć jakiś w miarę dobry opis fabuły, który nie zdradziłby od razu treści całej książki. Jednak już na samym początku chcę powiedzieć, że książka mnie oczarowała i była naprawdę pozytywnym zaskoczeniem! Spodziewałam się zwykłej książki młodzieżowej, a dostałam powieść z rozbudowaną fabułą, którą naprawdę czyta się z zapartym tchem. Przyznam się, że byłam tak pochłonięta tym, co się dzieje z bohaterami, że aż zajrzałam na ostatnią stronę, co staram się robić najrzadziej jak się da.
Książka jest w sumie podzielona na trzy części. W każdej z tych części znajdują się rozdziały pisane albo z perspektywy Charlie, albo z perspektywy Silasa. Tłumaczenie jest bardzo dobre, jednak mnie po tej książce najbardziej zaciekawiła postać Tarryn Fisher. Nie znałam jej wcześniej, ale mam wrażenie, że to ona wciągnęła do tej historii bardziej gorzkie nuty, dzięki temu ta książka nie była "za słodka", a niestety, powieści Colleen Hoover dla mnie momentami takie są, za bardzo szczęśliwe i przewidywalne. Akurat tutaj zaskoczeń mi nie brakowało. Właśnie to, że akcja płynęła całkowicie inaczej niż ją sobie zaplanowałam wywarło na mnie takie ogromne wrażenie. Warto też dodać, że akurat w tym roku "Never never" otrzymało tytuł najlepszej książki młodzieżowej 2016 organizowanego przez lubimyczytac.pl! Jak na razie książki, które wygrały nie zawiodły mnie ani razu i na szczęście w tym przypadku też tak było :)




Książka ta jest słodko-gorzka i tacy też są nasi bohaterowie. Chociaż oboje wychowywali się w zamożnej rodzinie, ich życia potoczyły się całkowicie inaczej i każdy z nich ma swoją własną historię za sobą, która kształtuje ich na naprawdę prawdziwych bohaterów. Akurat tutaj ich życie rodzinne nie jest głównym wątkiem, ale dla wielu ludzi może być oznaką tego, że nie zawsze życie wygląda tak jak sobie wymarzymy i czasami najmniejszy błąd z naszej strony może spowodować ogromne konsekwencje.
Jednak wracając już tak bardziej do Silasa i Charlie, uważam, że wiele osób może się z nimi w mniejszym stopniu utożsamić. Warto zaznaczyć, że też mają po te kilkanaście lat, są młodzi, nierozważni i dopiero się uczą. W każdym razie, ja ich postawy bardzo lubię, chociaż nie zawsze się z nimi zgadzałam, to rozumiałam ich postępowanie.



Moja ocena książki: 9/10



Naprawdę książka ta jest warta przeczytania przez każdego, kto lubi trochę niejasne historie z niebanalną akcją. Bohaterowie też są bardzo przekonujący i jedyne co nam grozi, to to, że możemy tak się wczuć w tą całą powieść, że potem ciężko nam będzie przeczytać coś innego. Ja miałam akurat po tej powieści takiego małego kaca książkowego, bo cały czas myślami byłam i trwałam przy Silasie i Charlie. Co więcej, okładka też zachwyca, dlatego nie pozostaje mi nic innego tylko czekanie, bo może się uda i autorki znowu postanowią napisać coś razem.

Pozdrawiam!
~Victoria

"Musisz mi coś obiecać. Daj mi słowo, że nigdy już nie przestaniesz mnie kochać. Nie chcę cię znowu zapomnieć. Nie chcę zapomnieć ani jednej chwili spędzonej z tobą."




Copyright © 2014 Czytelnicze myśli , Blogger