#38 "Marcowe fiołki" - taka niepozorna historia

Witajcie w pierwszym wrześniowym poście!


Jejku, jak szybko wakacje minęły i ponownie zaczęła się szkoła. Mam wrażenie, że będę mieć mało czasu na czytanie książek dla przyjemności, ponieważ w tym roku mamy w planach do przeczytania aż 14 lektur, i szczerze, jakoś ciemno to widzę. W każdym razie, już jutro zaczynam "Makbeta" i "Hamleta" - uroki drugiej liceum.

Krótko o fabule
Emily przechodzi teraz w swoim życiu najgorsze chwile. Właśnie rozstała się ze swoim mężem, a na dodatek przeżywa kryzys twórczy. Jest pisarką, ale od kilku lat nie napisała nic. Postanawia odwiedzić swoją daleką ciotkę Bee, która mieszka na wyspie, gdzie spędzała całe swoje wakacje będąc dzieckiem. Czy Emily odnajdzie podczas tej wędrówki siebie?

Język, fabuła, akcja!
"Marcowe fiołki" nie są zbyt długą powieścią. W wydaniu kieszonkowym mają ok. 300 stron, dlatego jest to naprawdę niewiele. Nie spodziewałabym się, że na takiej małej ilości stron, kryje się taka piękna historia. W książce tej spotykamy się z narracją pierwszoosobową z perspektywy Emily oraz z perspektywy Esther, której pamiętnik, powstały w latach 30 XX wieku, znajduje główna bohaterka w szufladzie w jednym z pokoi. Zadziwiające jest to, że niby dwie całkiem odrębne historie, które powstały na przestrzeni wieków - łączą się i obie mają wpływ na zakończenie. Język nie jest zbyt skomplikowany, dzięki czemu książkę czyta się z niezwykłą lekkością. Co więcej, mogłoby się wydawać, że akcja nie płynie zbyt szybko, co jednak ma swój urok, ponieważ życie na wyspie też takie jest. Nie ma tam zbytniego pośpiechu, który jest tak obecny dzisiaj. I chociaż występuje ta powolność, to jednak ja chciałam czytać dalszą część w każdej wolnej chwili.

Kto jest kim?
Kreacje bohaterów są wyraziste i naprawdę dobre. Nie mam za bardzo do czego się tutaj przyczepić. Podobało mi się również to, że osoby przewijające się w pamiętniku Esther, też nie były płaskie. Był on na tyle szczegółowy, że dało się poznać też jej przyjaciół i wyrobić sobie o nich swoją własną opinię. Chciałam tutaj dopisać coś jeszcze, ale boję się, że za dużo wam zdradzę i zniszczę cały klimat tej książki ;)

Estetyka
Okładka książki nie zachęca do jej przeczytania. Często żałuję, że w Polsce nie dają oryginalnych okładek tylko z odpowiednim, przetłumaczonym tytułem, bo wtedy wiele książek całkiem sporo by zyskało. Chociażby i ta powieść! 

Moja ocena książki: 9/10


Jeśli mam być szczera, to ta książka jest niezwykle cudowna! Nawet w tytule tego posta użyłam słowa niepozorna, bo naprawdę nie oczekiwałam aż tyle od niej. Myślałam, że będzie to powieść bez żadnych specjalnych nauk czy wzruszeń. Ogólnie na książkach płaczę bardzo rzadko, a w tym przypadku tak się stało, więc nie miałam serca ocenić jej niżej. Co więcej, chyba to był pierwszy raz od dokładnie zeszłych wakacje, gdzie uroniłam kilka łez nad historią opowiedzianą w książce. Krótko podsumowując:

* wzruszająca treść
* ponadczasowość opowiedzianej historii
* publikacja Pamiętnika Esther
* oryginalny pomysł

Mam nadzieję, że skusicie się na przeczytanie tej książki, bo warto! Jest taka piękna, że ja już wypożyczyłam kolejne powieści tej autorki, aby nadal wejść do świata stworzonego przez tę autorkę!

Trzymajcie się!
~Victoria








6 komentarzy:

  1. Uwielbiam tę powieść, podobnie jak całą twórczość Sarah Jio.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie słyszałam wcześniej nic o tej książce, ale bardzo chętnie po nią sięgnę, skoro polecasz :)
    Pozdrawiam! /Klaudia

    OdpowiedzUsuń
  3. Twórczość autorki jeszcze przede mną. Mam zamiar zacząć od "Domu na plaży" :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękna Książka. Czytałam. Wiedziałam, że Ci się spodoba. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękna Książka. Czytałam. Wiedziałam, że Ci się spodoba. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Książka jest przecudowna!!!

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Czytelnicze myśli , Blogger