Zanim się pojawiłeś

Witajcie!

Dzisiaj tez troszkę luźniej, bo chcę napisać swoją opinię na temat filmu "Zanim się pojawiłeś". Prawie pół roku temu była premiera tej ekranizacji książki Jojo Moyes, a ja jak zawsze długo zbierałam się do przeczytania książki i obejrzenia filmu. Co prawda, powieści jeszcze nie czytałam, ale w końcu udało mi się skorzystać z ferii i obejrzeć ten melodramat, który bardzo chciałam obejrzeć.

Historia opowiada historię Lou Clark, w którą wcieliła się Emilia Clarke, bardzo optymistycznej dziewczyny, która właśnie straciła pracę i porzuciła swoje marzenia z pójściem na studia, aby pomóc swojej rodzinie. Jej jedyną szansą jest praca jako opiekunka sparaliżowanego Willa Traynora, granego przez Sama Clafina. Chłopak nie jest na początku zaangażowany współpracą z dziewczyną, ale z czasem lody pomiędzy nimi topnieją i rodzi się między nimi uczucie.


Film ten zaliczany jest do dramatów. Zawsze kojarzyły mi się ona tylko ze smutnymi filmami, które wzruszają. Ta ekranizacja jest całkowicie inna. Jest bardzo pogodna, humorystyczna i optymistyczna. Jestem wdzięczna autorce, jak i reżyserom, za stworzenie tak genialnego filmu, który potrafi być piękny, smutny, a zarazem bardzo pozytywny. Nie jest to też typowy film o miłości, bo to nie ona jest tutaj najważniejsza, a zarazem właśnie przez to tak pięknie okazuje to uczucie, że mnie ten film oczarował.

Na wspomnienie zasługują także aktorzy, który genialnie wcielili się w grane przez nich postaci. Emilia jako Lou jest naprawdę fantastyczna. Nigdy wcześniej nie widziałam z nią żadnego filmu, ale po tym filmie uważam, że jest bardzo dobrą aktorką i na pewno nadrobię wszystkie zaległości. A Sam Clafin, którego zapewne większość uwielbia za rolę Finnicka, był fenomenalny. Idealnie pasował do tej roli i uważam, że naprawdę miał trudną rolę, bo tak naprawdę wszystko musiał przekazać tylko za pomocą mimiki twarzy i tonu głosu.


Wielkim zaskoczeniem było dla mnie zobaczenie Matthew Lewisa, znanego z roli Neville'a Longbottoma w "Harrym Potterze", w roli Patrica - chłopaka Lou. Był to pierwszy film, gdzie zobaczyłam go w innej roli niż Neville i na pewno mnie nie zawiódł. Było to miłe doświadczenie, chociaż jego postać bywała momentami irytująca. Reszta postaci drugoplanowych nie rzuciła mi się za bardzo w oczy. Mam do nich albo neutralny stosunek, albo po prostu nie zwróciłam większej uwagi na ich role, bo nie odgrywały zbyt dużego znaczenia dla całości.

Bardzo podobały mi się ujęcia z tego filmu. Ciekawie było zobaczyć w końcu coś innego niż duże miasta. Typowa angielska wieś jest całkowitym przeciwieństwem tego co najczęściej widujemy w filmach. I właśnie to mnie urzekło. Tak samo bardzo się ucieszyłam, gdy usłyszałam w ekranizacji piosenkę Ed'a Sheerana, którego bardzo lubię i uwielbiam jego twórczość.


Bardzo polecam wszystkim ten film. Jest naprawdę piękny, wzruszający, godny obejrzenia i polecenia. Jest to jedna z moich ulubionych ekranizacji, dlatego zachęcam was do obejrzenia, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście ;)


Pozdrawiam!
~Victoria


4 komentarze:

  1. Jestem po przeczytaniu książki, ale nie wiem czy jestem gotowa na obejrzenie tego filmu! Po dokończeniu opowieści ryczałam przez kilka godzin jak bóbr, więc nie chce wiedzieć co byłoby w przypadku ekranizacji! Trochę się boję, ale to nie oznacza, że się nie przełamię :)

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie!
    http://miedzypolkami-ksiazki.blogspot.com/2017/02/dziewczyna-z-dzielnicy-cudow.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jeszcze nie czytałam książki ani nie oglądałam filmu, ale zdecydowanie mam w planach oba te tytuły. Zdaje sobie jednak sprawę, że to nie do końca moje klimaty i mogę się zawieźć :P Za to Emily Clark bardzo lubię, więc film może podejść mi bardziej niż książka.

    OdpowiedzUsuń
  3. czytałam książkę, mam w planach film. Cudowna historia :0

    OdpowiedzUsuń
  4. Film jest bardzo ladny. Główna bohaterka jest świetna śmieszna postacią. Brawo za grę aktorską. Tyn razem film oceniam na lepszy niż książka

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Czytelnicze myśli , Blogger