#49 "Maybe someday" - bardzo muzyczna historia

" Człowiek nie ma władzy nad swoim sercem, Warren. Może mieć władzę jedynie nad swoimi czynami."



Witajcie!

Do książek autorstwa Colleen Hoover mam mieszane uczucia i wiem, że ma ona wielu zwolenników, jak i przeciwników. Ja do jej twórczości podchodzę dosyć sceptycznie. Nie oczekuję niczego specjalnego i staram się traktować te książki, jako lekkie przerywniki pośród ogromnego stosu innych bardziej ujmujących książek. I właśnie z takim podejściem zaczęłam czytać "Maybe Someday". Nie oczekiwałam niczego wielkiego, ale ta pozycja naprawdę mnie zaskoczyła, i to bardzo pozytywnie, ale co tam takiego wspaniałego było to znajdziecie troszkę niżej.

Krótko o fabule
Sydney, główna bohaterka tejże książki to młoda dziewczyna, która ma wspaniałą przyjaciółkę, chłopaka, pracę, studia, a co najważniejsze udało jej się wyrwać z małego miasteczka i ma szczęście mieszkać z dala od rodziców.
Jednak całe jej dotychczasowe życia zmienia się w jej urodziny. Sydney dowiaduje się, że jej chłopak zdradza ją z jej przyjaciółką, traci pracę, mieszkanie - wszystko. Jednak pomocną dłoń wyciąga do niej sąsiad z naprzeciwka Ridge, proponuje jej przenocowanie u niego. I właśnie ten jeden gest jest początkiem tej niezwykłej, pełnej muzyki historii...

Język, fabuła, akcja!
Mogę chyba stwierdzić, że znakiem rozpoznawczym autorki jest pisanie z perspektywy dwóch głównych bohaterów, bo i tutaj ten zabieg został zastosowany. Język nie jest skomplikowany, jednak przewijało się w tej powieści dużo tekstów piosenek, które były po angielsku i trzeba było przewijać strony do końca, żeby przeczytać tłumaczenie, bo te teksty miały głębszy sens i byłby związana z fabułą. Akurat Colleen Hoover była chyba pierwszą autorką, która wpadła na ciekawy pomysł, jakim jest połączenie muzyki z treścią.
I właśnie teraz pisząc to, słucham sobie playlisty z tymi wszystkimi piosenki z tej książki (jakbyście chcieli ją znaleźć to wystarczy kliknąć tutaj). Na pewno dzięki temu, można spojrzeć na te książkę całkowicie inaczej i to mi się bardzo spodobało. I chociaż nie jestem zwolenniczką czytania i słuchania muzyki w tym samym momencie, to nie ma żadnych przeszkód, żeby odsłuchać to już po skończeniu.
Jeśli chodzi o samą akcję to na pewno nie możemy oczekiwać historii, w której cały czas coś się dzieje. Oczywiście, nasi bohaterowie poznają siebie nawzajem, ale najważniejsza i tak tutaj jest muzyka, którą oboje kochają i to ona ich tak bardzo łączy.



Kto jest kim?
Wszyscy bohaterowie bardzo mi się podobały w tej książce. Jednak największym zaskoczeniem była dla mnie kreacja Ridge'a. Nie jest on zwykłym nastolatkiem. Wyróżnia się z tłumu i przez to ta książka tak naprawdę nabiera drugiego znaczenia. Nie chcę pisać wprost, o co mi chodzi, bo wydaje mi się, że każdy, kto chce przeczytać tę książkę nie byłby zadowolony z takiego spoiler'u. Dlatego jestem wdzięczna, że ja również nie wiedziałam, o tym wcześniej, bo nie wiem, czy wtedy ta książka zrobiłaby na mnie aż takie piorunujące wrażenie.
Warto też wspomnieć, że bohaterowie drugoplanowi też są bardzo wyraziści i ciekawi, dzięki czemu tę powieść czyta się naprawdę z zapartym tchem.

Estetyka
Ta nowsza okładka bardziej mi się podoba od tej starszej, którą akurat ja czytałam. Będą wydawcą spróbowałabym jakoś inaczej zrobić tłumaczenie tekstów piosenek, bo jak już pisałam sięganie za każdym razem na koniec było trochę niewygodne, z drugiej strony zrobienie tego jako przepisu zajęłoby drugie tyle, więc nie ma tutaj jakieś innej możliwości. Ogólnie jestem zadowolona z tego, co otrzymałam.



Moja ocena książki: 9/10

Miłe zaskoczenie powieścią Hoover zdecydowanie wpłynęło na moją ocenę. Oczekiwałam zwykłej młodzieżówki z wątkiem miłosnym, jako tym głównym, a otrzymałam naprawdę głęboką opowieść, przy której można nawet zapłakać. Kreacje bohaterów są jak najbardziej realistyczne, więc ci, co kochają obyczajówki spokojnie mogą po tę lekturę sięgnąć. Co więcej, innowacyjność i pomysłowość to też ogromna zaleta tej historii. Krótko mówiąc, mnie ta historia oczarowała na tyle, że polecam ją wszystkim, nawet tym, którzy stronią od książek w tym stylu. Jestem pewna, że się nie zawiedziecie!

Pozdrawiam
~Victoria

"Nie chcę się z nią żegnać, skoro tak naprawdę wcale nie chcę, żeby odchodziła."

5 komentarzy:

  1. Najważniejsze, że wywołuje wiele emocji :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Maybe someday to moja ulubiona powieść tej autorki <3 Czytając Twoją recenzję nabrałam ochoty, by przeczytać ją ponownie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie już zauważyłaś, że wychwalam tę książkę :D No i zgadzam się z Tobą co do tłumaczenia piosenek - może na końcu rozdziału byłoby dobrym rozwiązaniem? :)

    Niebieskie Iskry

    OdpowiedzUsuń
  4. Już o tej książce wiele dobrych recenzji słyszałam. Bardzo lubię styl autorki. Napewno muszę ją przeczytać.
    mój blog

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczerze mówiąc, mnie po prostu Hoover nie interesuje. Wiem, że pozytywnej opinii raczej o niej tak czy siak bym nie miała :) Z takim "typem" autorów raczej się nie lubię ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Czytelnicze myśli , Blogger